*Uwaga, muzyka jest trochę... mocniejsza w pewnych momentach, ale nie jest tak źle :D
Skulona leżałam na ziemi, niedaleko zamkniętych drzwi, płacząc z bólu. Moje plecy piekły żywym ogniem rozpaczy zmieszanej z krwią cieknącą po delikatnej skórze. Dostałam baty, dosłownie. Przyszedł tu jakiś osiłek w towarzystwie Megan, przywiązał mnie twarzą do ściany, rozerwał bluzkę na plecach i... i użył bicza, a ona po prostu śmiała się, kiedy ja płakałam. Teraz słyszałam tylko jej krzyki na Harry`ego. Powinnam mu współczuć, chociaż trochę? Cóż, nie współczuję. Nie mam serca? Cóż, to pewnie ten cholerny bicz mi je wyszarpał.
Nie potrafiłam się ruszać, więc leżałam na tej ziemi, cała obolała, rozmyślając nad tym, co by było, gdybym posłuchała się Zayna i nigdy nie wychodziła z tej cholernej willi. Teraz by nie bolało, prawda? Cóż, pewnie i tak bym go nie posłuchała, gdybym dostała drugą szansę, bo nie potrafiłam odpuścić, zawsze stawiałam na swoim. To moje przekleństwo.
- Po cholerę dałeś jej ten telefon, Harry?!
Krzyk Megan stał się głośniejszy, a ja drgnęłam, sprawiając sobie tym ból. Znalazła telefon, nawet nie wiem, jak, ale to pewnie przez to teraz mam te cholerne znaki na plecach. Miałam przynajmniej nadzieję, że nie pojawią się blizny. Westchnęłam cicho, słysząc równie głośną odpowiedź Harry`ego:
- Wypadł mi, do kurwy! Rozumiesz?! Wypadła!
Nie powinna mnie dziwić jego odpowiedź, ale jednak. Nie miałam pojęcia, co działo się dalej, powoli mdlałam. Towarzyszyły mi w tym krzyki Megan, które powinny mnie wybudzić, ale nic takiego się nie stało.
Nienawidzę mdleć.
Zayn kręcił się po pokoju, robiąc kółka. Davon obserwował go, marszcząc brwi. Pewnie nie rozumiał wahania Mulata. Dlaczego nie pobiegł, by uratować Shae? To proste. Rosen poinformował go o możliwości zasadzki, więc chciał być po prostu ostrożny, to wszystko. Nie ufał Stylesowi i nie miał zamiaru, szczególnie teraz. Wolał nie ryzykować życia Shae, by dowiedzieć się czy może szatynowi zaufać.
Opadł na fotel, szperając po szufladach. Szukał swojego telefonu, który tu wcześniej wrzucił. Nagle zastygł, patrząc uważnie na Davona z jedną myślą w głowie.
- Dlaczego zadzwoniła do ciebie, a nie do mnie? - Zapytał cicho.
Zbyt cicho.
Davon zastygł, zastanawiając się nad odpowiedzią. Przetarł ręką swój kark, po czym odgarnął czarne włosy. Westchnął cicho, bo skąd miał znać na to pytanie odpowiedź?
- Pewnie nie podałeś jej swojego numeru albo nie zna go na pamięć.
To było sensowne. Nigdy nie dał jej swojego numeru telefonu, uważając, że bez tego się obejdzie. Przecież była przy nim prawie cały czas, a jeśli wychodziła na spotkanie z bratem to towarzyszyli jej Steve i Mike. Zayn westchnął, karcąc się za tę zniewagę telefonów komórkowych. Nawet za takie coś musiał ponosić karę?
- Zayn, musimy... - zaczął Davon, ale Malik przerwał mu.
- Wiem - warknął i wstał. - Trzeba się przygotować.
Szybko wygonił starszego bruneta z pokoju, by wykonać jeden, bardzo ważny, telefon. Wystukał na ekranie ciąg cyferek, który znał na pamięć i przyłożył urządzenie do ucha, przeczesując nerwowo włosy. Słyszał charakterystyczny dźwięk wybierania, co zawsze go denerwowało, a teraz to uczucie było tylko potęgowane. Nosiło go po pokoju, dopóki nie rozbrzmiał męski zachrypnięty głos po drugiej stronie słuchawki.
- Halo?
Uśmiechnął się łobuzersko, patrząc na zegarek. Dochodziła ósma rano, co znaczyło, że obudził rozmówcę. W pewien sposób satysfakcjonowało go to na dziwny sposób, chociaż raczej bawiło. To takie jego nienormalne, własne dziwactwo.
- Potrzebuję twojej pomocy - mruknął Zayn.
Doskonale wiedział, że nie odmówi.
Kimże by był, gdyby to zrobił?
No cóż, na pewno nie sobą, uwielbiał ryzyko.
- Potrzebuję twojej pomocy - mruknął Zayn.
Doskonale wiedział, że nie odmówi.
Kimże by był, gdyby to zrobił?
No cóż, na pewno nie sobą, uwielbiał ryzyko.
Zayn stukał palcami o czarną kierownicę swojego Mustanga, starając się nie denerwować. Davon wypytywał go o to, co robią na King Street, aczkolwiek Mulat nie reagował na to, modląc się o to, by jego zaufany pomocnik szybko do nich dołączył. Spojrzał w lusterko, obserwując napięte rysy twarzy Liama i zmarszczone brwi Davona. Nie chciał zabierać tego ostatniego, ale uparł się, tłumacząc to troską o jedyną siostrę. Zayn spojrzał w lewo, przez przyciemnianą szybę, a jego twarz ozdobiła ulga, kiedy zauważył wysokiego bruneta. Szybko wszedł do samochodu, kiwając głową do osób z tyłu i do samego Malika. Obdarowali się łobuzerskimi uśmiechami, kiedy Mulat skanował nowo przybyłego wzrokiem.
Strasznie się zmienił przez ten rok. Jego czarne włosy, w stylu emo, nagle zniknęły, właściwie tylko z jednej strony zostały wygolone, a z drugiej przycięte. Niesamowicie jasne niebieskie oczy błyszczały swoimi łobuzerskimi ognikami, a jasna skóra sprawiała, że czarne ubranie dziwnie dobrze pasowało do niego. Typowy makijaż dla niego nadal był na swoim miejscu, podkreślając intensywność jego tęczówek, które tak bardzo wszystkie kobiety uwielbiały.
Historia ich poznania była dziwna i nie do końca jasna. Oczywiście, trafili na siebie w więzieniu, a właściwie przed nim, podczas selekcji więźniów. Zayn na początku nie patrzył na niego zbyt sceptycznie, w końcu emo zawsze nazywani byli gejami i pedałami. Mimo to, nie wyzywał go, ale też nie zamienił z nim słowa. Po prostu unikał chłopaka, do pewnego czasu.
Czas obiadu, wszyscy siedzieli w największym pomieszczeniu więziennym, jadalni. Otoczeni znudzonymi strażnikami i obrzydliwym zapachem spalonej marchewki z groszkiem. Zayn zajmował swoje miejsce, gdzieś w środku, pomiędzy ludźmi, których nazywał swoimi dawnymi pomocnikami.
Po raz kolejny ktoś wyzwał tamtego chłopaka od pedała, ale to już był ostatni raz. Bójka, nóż w gardle dwa razy większego kolesia od tego chuderlawego przestępcy, nieżywy, zabity przez niego. Wtedy po raz pierwszy Zayn pomyślał, że to może być dobry kumpel na te dwa lata.
Potem, standardowo, pomógł mu, kiedy kumple zabitego przyszli się zemścić. Może i to mało prawdopodobne, ale pokonali kolesi bez szyj, a od tamtego czasu trzymali się razem. Po wyjściu z więzienia, kumpel Zayna pojechał na jakiś czas do rodziny, ale teraz wrócił i mógł mu pomóc. W końcu.
Malik spojrzał na swojego przyjaciela, myśląc, jak mu to wszystko wytłumaczyć. Bądź co bądź, ale nie wiedział nic o Shae, a tym bardziej o jej porwaniu, dlatego teraz musiał nadrobić to w ciągu tego krótkiego czasu jazdy czarnym Mustangiem.
- Chłopcy ode mnie siedzą w innych samochodach, pojadą za nami.
Zachrypnięty głos przyjaciela z więzienia rozniósł się po wnętrzu auta, przypominając Zaynowi o wsparciu, o które go poprosił. Oczywiście, wziął też ludzi od siebie, ale nie mógł ryzykować nie wiadomo jak wielką ich liczbą. Trzy czwarte z nich zostało w willi, dosłownie, siedząc wokół jego małej córki, obserwując każdy ruch Doniyi, która zgodziła się nią zaopiekować, nie pytając o nic. Czasami dobrze jest mieć rodzinę...
- Dalej, Malik, opowiesz mi wszystko po drodze.
Zayn ruszył posłusznie, opowiadając swoją historię brunetowi.
Wparowali do środka. Bez konkretnego planu, bez zorganizowania, bez niczego. Uzbrojeni w rozmaite rodzaje broni, ubrani cali na czarno, szukając wzrokiem wrogów. Od wejścia zaatakowało ich trzech mężczyzn, chociaż bardziej przypominali bokserów wagi ciężkiej. Zayn, wraz z Liamem i swoim kumpel, a także paroma innymi pomocnikami ruszył dalej, zostawiając czterech swoich na przeciw przeciwnikom. Davon został w samochodzie, jako kierowca, a Malik miał nadzieję, że nie wparuje tu nagle, nie mówiąc, heroicznie, by ratować swoją siostrę.
- Zayn! Zayn, kurwa, Zayn!
Malik odwrócił się szybko, celując bronią w osobę, która go wołała. Harry Styles uniósł ręce do góry, pokazując, że się poddaje, jednak Mulat nie spuścił pistoletu, nadal celując nim w sylwetkę chłopaka, gotów w każdej chwili zareagować. Harry podszedł powoli, cały czas trzymając ręce w górze.
- Zaprowadzę was do Shae, okej? Pomogę wam.
- Dlaczego? - Warknął Zayn.
Harry spojrzał na niego smutnym wzrokiem.
- To... to moja siostra, ona... cierpi.
Nie do końca wiedział, czemu mu zaufał, ale machnął ręką, by ten prowadził. Powoli opuścił ręce i ruszył jasnym korytarzem. W końcu doszli do grubych metalowych drzwi, które Harry otworzył kluczem, wiszącym na jego szyi. Liam pociągnął szatyna w swoją stronę, przystawiając broń do skroni chłopaka, a Zayn, wraz ze swoim przyjacielem, weszli do pomieszczenia. Mulat od razu doskoczył do leżącej Shae, głaszcząc jej policzek. Otworzyła swoje ciężkie powieki i uśmiechnęła się na jego widok.
- Za niedługo już się to skończy, obiecuję - szepnął w jej stronę.
Zaczął ją podnosić, ale syknęła głośno. Spojrzał na jej plecy całe w krwi. Na twarzy Zayna powstał grymas złości, a nienawistny wzrok skierował w stronę Harry`ego.
- Nie mogłem jej powstrzymać - wychrypiał tylko.
Zabiję ją, kurwa - warknął w myślach.
Tym razem objął ją w miejscach, które tak bardzo nie bolały i podniósł, wychodząc szybko z pokoju. Przed nim szedł jego chuderlawy przyjaciel, a tuż za Malikiem Liam z Harry`m, któremu nadal przykładał broń, tym razem do żeber.
- Ciebie tutaj najmniej się spodziewałam, drogi Zaynie.
Stanął gwałtownie, słysząc tak bardzo znienawidzony głos. Megan. Stała za nimi, jakieś pięć metrów dalej, z głupim uśmiechem na twarzy. Odwrócił się do niej przodem, uważając na Shae, która wtulała się w jego ciało, nie do końca kontaktując i cały czas mdlejąc. Musiał wezwać do niej jakiegoś lekarza i to szybko.
- Idźcie, poradzę sobie z nią - szepnął Harry.
Zayn nie czekał ani chwili dłużej. Kiwnął głową do Liama, który schował broń i ruszyli biegiem w stronę wyjścia, ignorując krzyk Megan "tchórz z ciebie, Malik!" i ten Harry`ego, który ją zatrzymywał.
Zebrali swoich pomocników, przynajmniej tych żywych i pobiegli do trzech samochodów. Zayn usiadł tym razem z tyłu, w towarzystwie przyjaciela z więzienia, a Liam z przodu, obok Davona siedzącego za kierownicą.
- Jedź! - Wydarł się Liam, a Rosen posłusznie ruszył.
Malik trzymał mocno Shae za biodro, przez co jej plecy były odwrócone w stronę Davona i Liama, jednak jej brat tego nie zauważył, większą uwagę zwracając na ulicę. Jechali przez długi czas. Może dwie minuty, może godzinę, może pięć godzin. Zayn nie zwracał na nic uwagi, całą skupił na Shae.
Po pewnym czasie chłopak obok niego dźgnął go w ramię, a on dopiero wtedy zorientował się, że stoją pod willą. Wysiadł szybko, uważając na brunetkę w jego ramionach, po czym wręcz pobiegł do środka. Położył ją na kanapie, plecami do góry i wysłał Liama po apteczkę. Czekały go długie godziny siedzenia przy Shae.
Grzebał w lodówce, szukając czegoś, na co miałby ochotę. Chwycił w końcu coś, co okazało się słoikiem dżemu. Westchnął cicho, wiedząc, że za niedługo musi kogoś wysłać na zakupy. Ale nie teraz, teraz po prostu musiał czuwać przy Shae. Ruszył w stronę salonu, ale zatrzymał się w progu, patrząc uważnie na przyjaciela, który uśmiechał się delikatnie do brunetki. Rozmawiał z nią, więc Zayn zaczął słuchać. Chłopak zauważył go i mrugnął do niego okiem, od razu wracając swoimi tajemniczo lodowatymi tęczówkami do panny Rosen.
- Jak ci na imię? - Wychrypiała cicho.
Uśmiechnął się zadziornie do niej, odgarniając kosmyki włosów, które zasłoniły mu widoczność. Zayn nie był zazdrosny, nie o niego, dlatego nie zareagował na ich rozmowę i po prostu słuchał.
- Andy. Andy Biersack.
Od autorki: Jestem dziwna, nie mogłam się powstrzymać przed dodaniem Andy`ego. W sumie, jego postać będzie ważna (mam nadzieję), także... to nie była jakaś duża siła wyższa, przyda się, a to, że ma taką pocieszną dla mnie buźkę, to już inna sprawa xD Chcecie poznać wygląd Andy`ego? Kliku, kliku i po krzyku :) Myślę nad opracowaniem bohaterów, to znaczy, opisanie ich jakoś bardziej czy coś... Nie jestem pewna, podobałoby wam się takietralalala? :D Ten rozdział coś mi długi wyszedł, chyba was rozpieszczam (hahaha, co). Thorny jest załamana ilością sprawdzianów, w piątek mam aż dwa, jutro zresztą też. Masakra, nie zdam xD A jak tam u was? Ktoś coś, macie jeszcze ferie? Za dwa dni walentynki, uuu, kto z kim je spędza? Pani z numerem pięć pójdzie na randkę z kaloryferem? Pan z numerem osiem z muzyką? Zapowiada się ciekawie? :D Ja na szczęście mamchłopaka imój kochany blog :) Ask. Memorable. Zamawiać u mnie recenzje! Road of no return.
60 komentarzy = nowy rozdział


