wtorek, 31 grudnia 2013

Dzień 16




Davon patrzył prosto w moje oczy. Nie byłam przerażona, wiedziałam, że Zayn mnie nie zastrzeli. Nie potrafiłby, nie teraz. Wiedziałam, że nadal mnie do czegoś potrzebował, choćby własnych przyjemności. Poza tym, nosiłam w sobie jego cząstkę, prawda? Raczej nie jest aż takim chujem, by zabić własne dziecko. 

Przez pobyt tutaj chyba spodobało mi się ryzyko. Albo po prostu nie myślałam trzeźwo. Zrobiłam coś głupiego, ale i mądrego. Wzrokiem pokazałam Davonowi drzwi, mając nadzieję, że zrozumie niemy przekaz ucieczki. Przełknęłam nerwowo ślinę, czując zimny metal przy skroni. Muszę to zrobić, dla mojego brata. 

Uniosłam powoli lewą rękę, w taki sposób, by Zayn nic nie zauważył. Ostatni raz spojrzałam na Davona, po czym z całej siły uderzyłam Mulata łokciem w brzuch. Jęknął cicho i skulił się, jednak nadal trzymał mnie mocno. 

- Uciekaj! - Krzyknęłam w stronę brata. 

Wahał się przez jakieś dwie sekundy, po czym nacisnął na klamkę i wybiegł w chłodną noc. Miałam cholerną nadzieję, że uda mu się wrócić do domu, chociaż jemu. Poczułam, jak Malik wyprostował się, a broń zniknęła z jego dłoni, wciśnięta za pasek spodni. Przeklinał przez chwilę, a potem szarpnął mnie mocno za włosy, bym spojrzała prosto w jego oczy. Czułam jakąś słabą satysfakcję, że potrafiłam uderzyć go tak mocno, najwyraźniej ćwiczenia z moim ojcem przydały się, choć raz. Powstrzymałam syknięcie bólu, by nie dać mu pełnej kontroli. Lubił zadawać mi rany, ale nie będę mu tego ułatwiać, choćby w ten sposób. 

- Jak, kurwa, mogłaś to zrobić? - Warknął, ciągnął moje włosy mocniej. 

Nie odpowiedziałam, a on chyba nawet na to nie czekał. Po prostu zaczął mnie szarpać, ale nie wiedziałam gdzie. Byłam zbyt zajęta sprzeciwianiem mu się. Skóra na głowie pulsowała z bólu, ale starałam się to ignorować. Wiedziałam, że teraz mi coś zrobi, ale co? Nie chodziło tu o mnie, mogłam znieść każdy ból, ale moje dziecko już nie. Jęknęłam, kiedy uderzył mnie w policzek. Mocniej niż zwykle. Był wściekły, delikatnie mówiąc. 

Zniósł mnie po schodach, przewieszoną przez ramię. A potem postawił na zimnej podłodze, unosząc moje ręce do góry. Wiedziałam, co to oznacza. Nie miałam tylko pojęcia, jak mocno będzie bolało.






- Obudź się. Słyszysz, suko?! 

Uniosłam delikatnie powieki, zauważając czarne Nike`i, które należały do Zayna. Głowa bolała przez szarpanie za włosy, przez co nie dałam rady jej podnieść, ale Malik wyręczył mnie. Syknęłam cicho, czując ból skóry głowy. Spojrzałam w jego ciemne oczy, szukając jakichkolwiek oznak poprzedniej wściekłości. Nie znalazłam niczego takiego, dlatego westchnęłam w duchu. Puścił moje włosy, widząc, że na niego patrzę, a ja potrząsnęłam głową na boki, odgarniając czarne kosmyki, które wchodziły mi do oczu. Jeśli stąd wyjdę, pierwsze co zrobię, to pójdę do fryzjera. Wydaje się to dziwnym i niemądrym postanowieniem, ale wolałam moje włosy w wersji do ramion. Poza tym, grzywka sięgała mi już za brwi, co mnie niezwykle denerwowało. 

Uderzenie. Ból. Przekręciłam głowę w lewo przez jego rękę, która zagwarantowała nowy siniak na bladej skórze. Łzy pojawiły się w kącikach oczu, jednak nie pozwoliłam im polecieć, nie teraz. Malik zaśmiał się, widząc moją niemoc. Lubił, kiedy tu wisiałam, bezbronna i zdana na jego łaskę. Mi nie podobało się to ani trochę. Bo czemu miałoby?

Upadłam na kolana, łapiąc się za odrętwiały nadgarstek. Rozmasowałam go, potem zrobiłam to samo z drugim. Cholernie bolały. Chwila, czemu Malik mnie wypuścił? Uniosłam głowę do góry, patrząc w jego kawowe tęczówki. Na twarzy miał wymalowany uśmiech, jakby był zadowolony z siebie.

Pociągnął mnie za ramię, przez co wstałam. Prowadził mnie w stronę schodów, u których na szczycie były drzwi. Koniec kary? Wydawało mi się, że to za szybko, ale nic nie mówię, tym lepiej dla mnie, prawda?

Światło, które wpadało przez okna, zaślepiło mnie, przez co nie do końca widziałam, gdzie Zayn mnie ciągnął. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do blasku słońca, zostałam wepchnięta do jakiegoś pokoju. Rozejrzałam się po wnętrzu. Na środku znajdowało się coś na kształt leżaka, tyle że z jakimś ekranem. Wiedziałam, do czego to służy, ale skąd to się tu wzięło?

- Dzień dobry, Shae. 

Drgnęłam, przestraszona. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Z, chyba, łazienki wyszła kobieta, na oko miała jakieś czterdzieści lat. Jej brązowe włosy były idealnie upięte w koka, a szare oczy nie posiadały radosnej iskry. Kim ona była?

- Połóż się, proszę - powiedziała. 
- Nie - warknęłam. - Nie znam pani. 

Zaśmiała się. Nie polubiłam jej ani trochę. Miała zły śmiech.

- Myślisz, że Zayn nie zauważyłby mojego pobytu tutaj? Och, złociutka, sam mnie tu ściągnął. Mam zrobić ci USG, więc wolałabym, byś współpracowała, inaczej będę zmuszona zawołać ojca twojego dziecka. 

Na mojej twarzy powstał grymas, kiedy usłyszałam ostatnie trzy wyrazy. Nie do końca przyjmowałam do siebie wiadomość, że Malik jest ojcem dziecka, które noszę w sobie. Może i to rozumiałam, ale nie bardzo akceptowałam. Po prostu nie chciałam, by to była prawda.

Z cichym westchnieniem położyłam się na niewygodnym meblu. Kobieta podeszła do mnie, po czym włączyła maszynę. Obserwowałam każdy jej ruch, dopóki nie spojrzała na mnie. Przyglądała mi się, tak jak ja jej. Zmieszana, spojrzałam na sufit.

- Podnieś koszulkę. 

Uniosłam materiał do piersi, obserwując, jak kontynuuje przygotowania maszyny. Po jakiejś minucie czułam jej wzrok, który wywiercał dziurę w moim ciele. Wiedziałam, że patrzy na moje tatuaże. 

- Jesteś strasznie chuda - mruknęła. 

Zmarszczyłam brwi. Widać, musiałam tu schudnąć przez te wszystkie nerwy i... inne atrakcje. Westchnęłam cicho, nie odpowiadając kobiecie, która zdążyła mnie już porządnie zdenerwować. Nie może przejść do rzeczy? No bo, naprawdę, wolałabym mieć to już za sobą, mimo wszystko. 

Kobieta wstała i powędrowała do drzwi, po czym uchyliła je delikatnie. 

- Zayn, wszystko gotowe - usłyszałam. 

Szatynka wróciła na miejsce, a ja zauważyłam Malika, który stanął przy moich stopach. Patrzył prosto w czarny ekran, paląc papierosa. Dym unosił się w górę, a ja uznałam nagle, że to bardzo interesujące zjawisko. Wszystko, byle nie patrzeć na Zayna. Cholernie seksownie wyglądał, kiedy palił. 

Poczułam na brzuchu zimny żel, a potem to... coś. Kobieta zajęła jeździć tym po moim brzuchu, a z moich ust wyrwał się cichy chichot. Malik spojrzał na mnie rozbawiony, po czym wrócił wzrokiem na główny ekran. Ja spojrzałam na mniejszy, który wisiał obok mojej głowy. Mała fasolka. 

Zayn wsadził papierosa pomiędzy palce, spuszczając luźno rękę wzdłuż ciała. Nachylił się delikatnie w stronę ekranu, przyglądając się, jakby szukał jakiejś konkretnej rzeczy. Zaśmiałam się w duchu, pewnie chciał znać już płeć i szukał odpowiedzi na własną rękę. 

- Co cię tak bawi, Shae?

Dopiero, kiedy usłyszałam niski głos Zayna, zorientowałam się, że znowu zachichotałam. Natychmiast zamknęłam usta, czując ciepło na policzkach. Zarumieniłam się?

- Um... mam łaskotki - powiedziałam. 

To w połowie była prawda - Malik nie musiał wiedzieć, że to z niego się śmiałam, bo pewnie znowu by mnie uderzył, nawet na oczach tej... lekarki. Mogłam ją tak nazywać? Bo przecież... znała się na USG, prawda? Ale to też - podobno - nic trudnego. Przyjrzałam się jej. Była zarumieniona, a w szarych smutnych oczach pojawiły się jasnoniebieskie plamki. Co chwile spoglądała w bok, by uchwycić choć kawałek ciała Malika swoim wzrokiem. Och, czyżby szanowna pani doktor miała słabość do Mulata?




Po jakiejś godzinie wysłuchiwania bezsensownego gadania kobiety na temat tego co mi robiła, mogłam już opuścić niewygodną leżankę. Wytarłam dokładnie swój brzuch, nadal czując niewygodne uciski urządzenia, które trwały dłużej niż powinny. Westchnęłam cicho, dobrze wiedząc, że jeszcze trochę będę to odczuwała. Szatynka wydrukowała zdjęcia, których było za dużo, na moje oko. Przedarła to na pół, dzieląc na dwie części, po czym jedną podała mi, a drugą Zaynowi. Po co mu to?

Zachowujemy się zbyt normalnie. Przez czas badań Malik ani razu na mnie nie nakrzyczał, nie uderzył ani nic. Ja też nic nie zrobiłam, by dać mu do tego powód, pomijając sprawę z Davonem. Zauważyłam, że kiedy tylko na ekranie wyświetliło się dziecko, które w sobie noszę, brunet rozchmurzył się, a nawet raz uśmiechnął. Mimo to, nie mówiłam nic, nawet teraz, gdy szliśmy w nieznanym mi kierunku. Nie wiedziałam, jaki ma teraz humor i wcale nie chciałam sprawdzać. Wolałam, kiedy pomiędzy nami była tylko cisza, tak kojąca dla mojej obolałej głowy. 

Chłopak wprowadził mnie do jakiegoś pokoju, który od razu poznałam. To tutaj obudziłam się po podróży z poprzedniego... domu. Pomieszczenie było ciemne, co wcale mnie nie zdziwiło. Zdążyłam się już przyzwyczaić. Zayn odwrócił mnie twarzą do siebie, po czym zmniejszył odległość między nami. Z opóźnieniem poczułam jego ręce, które podniosły moją bluzkę. Zadrżałam, czując jego zimne dłonie. Spojrzał na mój brzuch, co mnie zdziwiło, jednak po chwili zrozumiałam, czemu tam patrzył. 

- Twój siniak blednie - mruknął, dotykając go opuszkami palców. 

Drgnęłam, czując w tamtym miejscu ból. Fakt, że ślad tracił swój kolor nie był żadnym problemem. Byłam wręcz pewna, że zostanie z tego blizna. Zayn za każdym razem przyciskał tam swoją dłoń z największą siłą, a także zadrapał mnie w tamtym miejscu, chociaż nie do końca wiem jak. Dlatego myśl, że siniak blednie, nie satysfakcjonowała mnie ani trochę, bo wiedziałam, że odcisk jego ręki pozostanie już na zawsze. 

Spojrzałam nieufnie na Malika, bojąc się, że pomyśli, by teraz poprawić swój znak. Kiedy nic nie robił, uspokoiłam się trochę. Dopiero, gdy ściągnął koszulkę, nerwy dopadły mnie po raz kolejny. Chłopak zaśmiał się, najwyraźniej widząc moją minę. Podał mi materiał, który zdjął, a ja przyjęłam go, nie wiedząc co z nim zrobić. 

- Zmień bluzki. 

Westchnęłam w duchu, po czym szybko przebrałam się, czując na sobie jego wzrok. Kiedy miałam już na sobie jego białą obcisłą koszulkę, która na mnie wcale nie była taka obcisła, wygrzebał kolejną dla siebie. Był środek dnia, więc nie rozumiałam tej jego wymiany, która zwykle toczyła się przed spaniem. 

- Malik! Malik, kurwa, gdzie jesteś?!

Zmarszczyłam brwi, słysząc nawoływanie Liama. Zayn szybko otworzył drzwi i przekroczył próg. Podążyłam za nim, głównie z ciekawości. Natknęliśmy się na szatyna dwa pokoje dalej. Liam nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi. 

- Musimy spadać - powiedział zdenerwowanym tonem. 

Zayn uniósł jedną brew ku górze, nie do końca rozumiejąc. 
Też nie rozumiałam. 

- No cholera, Malik! Nie rozumiesz? Davon im powiedział, gdzie jesteśmy i musimy spierdalać! - Huknął Liam. 

Po jego słowach obaj spojrzeli na mnie, jakbym była wszystkiemu winna. Wytrzymałam pod ich spojrzeniami, które wręcz wwiercały się w moje ciało. Zayn ocknął się pierwszy. Spojrzał na Liama, każąc mu zebrać najpotrzebniejsze rzeczy. Mówił coś jeszcze o samochodach, a ja zrozumiałam, że będziemy jechać tak, jak wcześniej, tyle, że bez Davona. Malik pociągnął mnie na dół. Nigdy nie przypuszczałam, że potrafię tak szybko schodzić po schodach. Wypadliśmy na chłodne grudniowe powietrze, a ja nerwowo przenosiłam ciężar ciała to na jedną, to na drugą nogę. Miałam bose stopy, przez co było mi strasznie zimno, w końcu stałam na śniegu. Objęłam swoje ramiona dłońmi. Para wypływała z moich ust i nosa, co tylko jeszcze bardziej mnie dołowało. Uwielbiałam zimę, ale nie wtedy, kiedy byłam ubrana w spodnie dresowe i koszulkę z krótkim rękawkiem. 

Westchnęłam z ulgą, kiedy mogłam usiąść w ciepłym wnętrzu samochodu Zayna. Chłopak zajął miejsce obok mnie i, nie czekając na resztę, ruszył. Jechał trochę wolniej niż ostatnio przez śnieg na drodze. Nie wiedziałam, gdzie wywiezie mnie tym razem, nie wiedziałam nawet gdzie jestem w tym momencie. Nie wiedziałam nic. 

Poczułam na sobie wzrok Malika. Zwolnił jeszcze bardziej, by odwrócić się na parę sekund do tyłu. Sięgnął po coś i wyprostował się, wracając spojrzeniem na jezdnie. W pewnym momencie ciepło rozlało się po moim ciele, a ja zmarszczyłam brwi. 

- Załóż - usłyszałam. 

Kiwnęłam głową i szybko wsunęłam swoje ręce w dużą kurtkę moro. Zapięłam zamek pod samą szyję, po czym przeniosłam swój wzrok na Zayna, który chyba nie zwracał na mnie już uwagi. Po raz pierwszy jego ignorancja zabolała mnie, co z kolei wywołało zdziwienie. 

- Dziękuję - mruknęłam, odwracając szybko wzrok. 

Nie odpowiedział. Spoglądałam na mijane drzewa przez szybę, czekając na sen lub cokolwiek. Po raz pierwszy chciałam po prostu zasnąć. Ale wcale nie poczułam zmęczenia, tylko dużą dłoń Mulata na moim udzie. Uśmiechnęłam się sama do siebie, nie rozumiejąc, czemu tak zareagowałam. 

- Cholera. 

Zmarszczyłam brwi, słysząc przekleństwo Zayna. O co mu znowu chodzi? Chłód ogarnął miejsce, gdzie trzymał rękę, którą teraz umieścił na kierownicy. Jego knykcie zbielały przez to, jak mocno ściskał wspomnianą rzecz. Co się dzieje?

- Zapnij pas - warknął. 

Posłusznie zapięłam pas, widząc na twarzy chłopaka gniew i... panikę. Jego wzrok nerwowo wędrował na lusterko, toteż sama spojrzałam do tyłu. Odgarnęłam włosy, które zasłaniały mi widoczność. Uniosłam brwi, mając nadzieję, że to nie są zwidy. 

Policja... 




Od autorki: Prezent z okazji nowego roku. To ostatni rozdział, które pojawi się w 2013, więc cieszmy się z niego podwójnie! Życzę wam udanego sylwestra, no i oczywiście bezpiecznego. A co do Dnia szesnastego... jak myślicie, złapią Malika? No, teraz się przyznawać, kto chce żeby go złapali :D Mam do was prośbę! Od jutra (1.01) można głosować na najlepszy blog miesiąca. Więc, tu zaczyna się wasza rola, liczę na to, że jutro ruszycie się z ciepłego łóżka(albo dzisiaj, po północy wejdziecie na chwilę, na komputer :]), by zagłosować na Dark Ignorance TU. Mam nadzieję, że ktokolwiek odda swój głos na ten blog :) No, to ten... Szczęśliwego Nowego Roku!


sobota, 28 grudnia 2013

Dzień 15




Ciąża. Jestem w ciąży. Jestem w pieprzonej ciąży. Noszę pod sercem dziecko Malika. Jak długo? Pewnie jakiś tydzień, w końcu, mniej więcej, wtedy zaczął tą swoją chorą grę. Tak przypuszczam, ale pewności nie mam. Dni mieszają mi się ze sobą i cały czas wydaje mi się, że siedzę tu jakiś rok. Westchnęłam cicho, kuląc się na łóżku. Co mam robić?

Nie jestem potworem, to dziecko nie ucierpi przez Zayna. Urodzę je i będę bronić do końca. Mimo tego, jak zostało poczęte i kto jest jego ojcem, nie mam zamiaru się go pozbywać. Ono niczemu nie zawiniło, więc za co ma odpowiadać? To Malik jest tym złym, to on dba tylko o swoje potrzeby. Nie chcę, by moje dziecko go poznało, ale... co, jeśli uda mu się przetrzymać mnie na tak długi czas, bym zdążyła urodzić i spędzić tu kolejne lata? Nie, nie myśl tak, twój ojciec już cię szuka, Shae. Ciebie i twojego brata.

Davon. Co z Davonem? Nie wiedziałam, gdzie go umieścili. Muszę się z nim zobaczyć. Wstałam szybko z łóżka i wyszłam z pokoju, nawet nie trudząc się, by naciągnąć coś na biodra. Niech Malik przeżyje mini zawał, chyba nie uderzy mnie, prawda? To znaczy, raczej nie jest tak bezduszny, by zagrozić swojemu dziecku, które noszę pod sercem... Ale kto go tam wie? To chodząca bomba, która w każdym momencie może wybuchnąć.

- Shae, czemu nic nie założyłaś na siebie?

Odwróciłam się twarzą do Malika, ukrywając dziwną satysfakcję. Był zły, wręcz wściekły, ale nie uderzył mnie. Może oczekuje czegoś ode mnie? Prychnęłam w duchu, doskonale wiedząc, co mu się marzy.

- Chcę zobaczyć Davona - odpowiedziałam, zbywając jego pytanie.

Warknął pod nosem, a ja doszłam do wniosku, że to jego nawyk. Dziwny, ale to nadal przyzwyczajenie. Zaczął grzebać w kieszeni czarnych jeansów, z których wyciągnął papierosy i zapalniczkę. Nim się obejrzałam, już wypalał fajkę. Westchnęłam cicho - tęskniłam za dymem w płucach, ale teraz nie mogłam palić, prawda?

- Macie godzinę, nie więcej - mruknął w końcu.

Uśmiechnęłam się delikatnie, nie będąc pewna czy było to do niego, czy też nie. Zayn chwycił mnie za nadgarstek, ciągnąc w stronę jakiegoś pokoju. Wyjął pęk kluczy z kieszeni, zaciskając papierosa pomiędzy wargami. Otworzył drzwi, ale nie pozwolił mi od razu wejść.

- Godzina, Shae.

Kiwnęłam głową, po czym zostałam wepchnięta do pomieszczenia. Nie było tak źle - pokój miał łóżko, szafę i komodę. A drzwi, które tam były, prowadziły, zapewne, do łazienki. Westchnęłam cicho, podchodząc do Davona. Usiadłam na materacu, widząc ten przykry widok. Szybko jednak wstałam i wybiegłam, natrafiając na schodach, na Malika. Spojrzał na mnie, marszcząc brwi. Postanowiłam nie rumienić się przez te banalne słowa, które zamierzałam wypowiedzieć.

- Mógłbyś dać mi, um...

Chłopak wszedł dwa stopnie wyżej, stając naprzeciwko mnie. Pochylił się odrobinę, przez co czułam jego ciepły oddech na policzku. Połknęłam ślinę, której nagle dużo się nagromadziło. Cholera, czemu nagle się go tak bałam?

- Czego ode mnie chcesz, mała? - Zapytał.
- Maszynkę do golenia. Dla Davona. - Zarumieniłam się, co rzadko mi się zdarzało. - Proszę.

Zaśmiał się cicho, słysząc moją prośbę. To nie jest zabawne!

- Mężczyzna wygląda lepiej w zaroście - mruknął.

Popchnął mnie na ścianę, ściskając dłońmi biodra. Przekręciłam głowę w lewo, a Malik przejechał nosem po moim bladym policzku. Jakim cudem tak szybko przeszliśmy z tematu zarostu na takie... coś?

- Davon wygląda lepiej bez zarostu - wyjąkałam, nagle onieśmielona.

Pokręcił głową na boki, śmiejąc się pod nosem. Nim się obejrzałam, stanął przede mną z maszynką do golenia i jakąś pianką, którą zawsze używają mężczyźni. Tak myślę, nie znam się. Podziękowałam cicho i ruszyłam w stronę pokoju, w którym był mój brat.

- Nawet nie próbuj go odwiązywać, słyszysz? - Warknął, a ja pokiwałam głową.

Miałam nadzieję, że zauważył moją niemą odpowiedź. Ponownie weszłam do pokoju, siadając przy Davonie. Wyglądał lepiej niż ostatnio - jego rany na klatce piersiowej powoli goiły się, stając się bliznami. Włosy miał w nieładzie, pokazując, że nie był myte przez jakieś dwa dni, a owłosienie na szczęce musiało go już nieźle denerwować - nienawidził tego "męskiego znaku", jak zwykł to nazywać.

- Davon... Davon, obudź się.

Po jakiejś czwartej próbie dobudziłam go, witając delikatnym uśmiechem. Jego oczy natychmiast powiększyły się, a ja nie wiedziałam co było tego powodem, moja wizyta czy ślady, które ostatnio zadał mi Malik. Odgoniłam od siebie tamtą chwilę i przytuliłam mocno brata. Wiedziałam, że nie obejmie mnie w ten swój nierozgarnięty sposób, bo ręce miał przywiązane do ramy łóżka, ale to nie jego wina.

- Boże, Shae, wszystko w porządku? Jak ci się udało tu przyjść?

Zaśmiałam się, jego ciekawość zawsze wygrywała.

- Malik mi pozwolił, chociaż z niechęcią - mruknęłam, po czym podniosłam głowę, by na niego spojrzeć - Wesołych świąt - dodałam, uśmiechając się nieswojo.
- Dziś wigilia? - Zapytał.
- Wczoraj była.

Jego twarz przygasła, a ja objęłam jego biodra jeszcze mocniej, wtulając się w klatkę piersiową z paroma tatuażami. Westchnęłam cicho, przypominając sobie o rzeczach, które miałam w dłoni. Usiadłam szybkim ruchem, co spotkało się ze zmarszczonymi brwiami Davona. Uniosłam maszynkę i piankę, uśmiechając się szeroko, co odwzajemnił.

- Czas się ogolić, braciszku.

Zaśmiał się. Tak bardzo w tej chwili przypominał dawnego Davona. Odporny na całe zło świata, oferując jedynie mi bezpieczne ciepło jego ciała. Czasami Victoria, moja przyjaciółka, nazywała go ludzką tarczą, bo zawsze mnie bronił. Oczywiście teraz nie miał jak, ale nie byłam o to zła, w końcu nawet on ma jakąś słabość, czy po prostu za mało siły na dwóch ogromnych kolesi.

Wiedziałam, że Malik powiesi mnie za to, co zaraz zrobię, ale to było silniejsze ode mnie. Odwiązałam sznury, trzymające ręce mojego brata, puszczając mu oczko.

- Czas się umyć, śmierdzisz.

Kolejny raz zaczął się śmiać. Uwielbiałam śmiech Davona.




Uważnie obserwowałam zegar na ścianie, by pięć minut przed wyrzuceniem mnie z tego pokoju, Davon został przywiązany do ramy łóżka. Oczywiście, nie byłam tak głupia, by nie wykorzystać tego. Poluzowałam węzły, tak, by nikt tego nie zauważył, ale by i Davon miał możliwość rozwiązania ich jednym szarpnięciem. Kto wie, może chociaż on stąd ucieknie?

Ucałowałam policzek brata, w momencie, gdy drzwi otworzyły się. Wstałam z łóżka, patrząc uważnie na ruchy Liama. Podszedł do mnie, ściskając mocno ramię, po czym pociągnął mnie w stronę wyjścia. W chwili, gdy stałam na korytarzu, a Liam szukał kluczy, usłyszałam trzask. Spojrzałam za siebie, uśmiechając się pod nosem. Davon rzucił się na szatyna, powalając go na ziemię. Nie wiem, jakim cudem, ale przywiązał jego ręce do nogi szafy. Bądź co bądź, ale mój brat był silniejszy od Liama. Davon pociągnął mnie za rękę. Biegliśmy korytarzem, który był pusty. Dziwnie pusty. Modliłam się, by poszło nam tak łatwo, jak przed chwilą, ale miałam złe przeczucia, po prostu. 

Davon popchnął mnie za siebie, a ja spojrzałam ponad jego ramię. Jeden z osiłków Zayna stał przed nami. Rzucił się na mojego brata, a ja odskoczyłam, natrafiając na ścianę. Oddech uwiązł mi w gardle, kiedy zobaczyłam krew. Tylko czyją? Davon zrzucił z siebie dużego mężczyznę, po czym wstał, oddychając głośno. W dłoni trzymał nóż. 
          
- Skąd masz nóż? - Zapytałam, uspokajając swój oddech. 
- Ten koleś miał. Nie potrafił sobie z nim poradzić, więc mu pomogłem. 

Przewróciłam oczami. Nawet w takiej sytuacji żartował i mówił rzeczy, które dla innych osób wydawać by się mogły ciut okropne. Ale ja się przyzwyczaiłam, w końcu żyłam z nim już osiemnaście lat, prawda? Poza tym, dobra taka rodzina niż żadna. 

- Chodź, Shae, musimy się pośpieszyć - mruknął z niecierpliwością 

Posłusznie ruszyłam za bratem, starając się nie patrzeć na nóż z krwią kapiącą na czarne kafelki. Westchnęłam cicho, wypuszczając ciężko powietrze. Nie denerwuj się, Shae, jesteś w ciąży. 

Poczułam szarpnięcie. Davon wciągnął mnie w jakiś kąt, a ja dopiero, gdy zauważyłam duży cień, zorientowałam się, czemu tak zareagował. Drugi osiłek Zayna przeszedł niedaleko nas, a ja zatrzymałam swój oddech, jakby bojąc się, że usłyszy moje ciężkie wdechy. Kiedy cień mężczyzny zniknął, Davon wyciągnął mnie z naszej, dość marnej, kryjówki, zaczęliśmy biec dalej. Stąpaliśmy cicho po metalowych schodach, które lubiły hałasować przy jakimś cięższym kroku. Dotarliśmy na dół, rozglądając się na boki. Davon podszedł cicho do drzwi, a ja ruszyłam za nim. W chwili, gdy położył dłoń na klamce, poczułam szarpnięcie do tyłu. Pisnęłam, na co mój brat odwrócił się gwałtownie, a kiedy spojrzał na osobę, która przyciskała mnie do siebie, jego oczy powiększyły się. Poczułam zimny metal przy skroni i po prostu wiedziałam, co to jest. 

- Rusz się, a zastrzelę ją - warknął Malik. 




Od autorki: Zły ten Malik, prawda? Cholernie zły, niedobry Malik. Co do tych milion pytań czy Zayn się zmieni - odpowiadam stanowcze NIE! Nadal będzie pieprzonym dupkiem i radzę się przyzwyczaić. Wracając - w sumie biedna ta nasza Shae, tak ją ten Zayn męczy ;) Zamulam w te dni wolne i w ogóle jakoś ta pogoda też zamula. Zdecydowałaby się, a nie... No, nieważne. Myślę nad zmianą zdjęć w zakładce "Bohaterowie" i to jakoś chcę... ogarnąć. Może zmienię, lub usunę, cytaty, nie wiem. Chyba po raz pierwszy nie wiem, co napisać. Chociaż nie, mam prośbę. Proszę was o wejście na Dead Shadows i ocenę prologu i ogólnie, za niedługo powinien pojawić się rozdział pierwszy. A, no i ten, wchodźcie też na Aska! Tak dodając, to ostatnio ktoś pisał, że fajnie byłoby zrobić Twittery postaci, więc jak ktoś jest chętny, to niech napisze. To chyba tyle, dobranoc. 

czwartek, 26 grudnia 2013

Dzień 14




Zayn Malik usiadł przy swoim ciemnym biurku, marszcząc brwi. Nagle nagromadziło mu się tak dużo problemów, nie wiedział za co najpierw się zabrać. Najpierw sprawa z Shae, później rozmowa z Liamem. Musiał szybko coś wymyślić. 




- Zayn, musimy porozmawiać. 

W momencie, kiedy Mulat miał powiedzieć Shae o powodzie jej nieprzytomności, do kuchni wszedł Liam. Malik dobrze wiedział, że Payne nie przerywałby mu bez przyczyny, dlatego szybko wstał i wyszedł bez słowa, zostawiając brunetkę z kłębiącymi się myślami.

Zawędrowali do pokoju, który służył za gabinet Zayna, gdzie zajęli miejsca na fotelach. Liam wstał równie szybko, co usiadł i zaczął chodzić od ściany do ściany, nerwowym krokiem. Malik zmarszczył brwi, czekając, aż szatyn cokolwiek powie.

- Musimy uciekać, Zayn. Policja pojawi się tu za jakieś dwa dni. 

Mulat zmarszczył brwi. Był ostrożny, jak mogli znaleźć... cokolwiek?

- Jakim cudem wiedzą, gdzie byliśmy? - Zapytał.

Payne pociągnął za swoje włosy, po czym syknął, najwyraźniej robiąc to za mocno. Spojrzał na swojego rozmówce, stając twarzą do niego, po czym wzniósł ramiona do góry. Warknął gardłowo, zdenerwowany, zapewne, całą sytuacją.

- Cholera, Malik! - Krzyknął, na co od razu został zganiony. - Namierzyli nas, okej? Cholera wie jak, ale za niedługo nas znajdą, jeśli nic nie zrobimy!

Co teraz? Zayn westchnął cicho, nie będąc pewien za co wziąć się najpierw. Bo co mógłby zrobić? Muszą uciekać, to wiedział na pewno. Ale musiał też porozmawiać z Shae. Nie mógł jej teraz zostawić z tyloma pytaniami, ale... był egoistą. Dbał tylko o siebie. Chciał żyć na wolności i teraz bardziej liczyło się dla niego własne bezpieczeństwo. 

- Musimy się zbierać - warknął, po czym ruszył do Shai.




Shae spała na miejscu pasażera. Malik co chwilę patrzył na nią, a kiedy włosy spadły jej na twarz, poprawił je szybko, by wrócić wzrokiem na jezdnię, Ostatnie, czego chciał, to wypadek, do czego nie było mu daleko, biorąc pod uwagę dziewczynę śpiącą obok niego. Lubił ją obserwować, ale teraz to nie było dobrym pomysłem. Westchnął cicho, patrząc w lusterko czarnego Mustanga. Za nim jechał duży czarny Land Rover, gdzie znajdował się Liam i trzech innych mężczyzn, którzy pilnowali, by Davon nie zrobił niczego głupiego. Pewnie szalał tam, ponieważ jego siostra jechała z Malikiem. Prychnął, wyrzucając przeróżne, niekoniecznie czyste, myśli ze swojej głowy. 

Po pół godzinie stanął przed zniszczonym magazynem. Z zewnątrz nie wyglądał na przydatny, ale wewnątrz... To jedna z pobocznych siedzib gangu Malika. A właściwie tylko jego. Stworzył to miejsce, by mieć swoją własną kryjówkę i tylko nieliczni o niej wiedzieli. Dlatego też tak ten magazyn uwielbiał. 

Wysiadł z samochodu, po czym wziął na ręce Shaę. Usłyszał, że za nim wloką Davona, który był cicho dzięki szarej taśmie klejącej. Malik wszedł do magazynu, wcześniej otwierając drzwi specyficznym kluczem. Powędrował do dość dużego pokoju, w którym przeważał kolor czarny. Położył ją delikatnie na łóżku, otulając szczelnie grubą kołdrą. Wyciągnął z kieszeni spodni telefon, by spojrzeć na swoją tapetę. Była tam cała jego rodzina. Zmarszczył brwi, wspominając swoje siostry i rodziców. Zastanawiał się co u nich? Czy myślą o nim? Wspominają go dzisiejszego dnia? Jeśli chodzi o rodzinę, to Zayn był bardzo troskliwy. To był jego jedyny minus, który wyeliminował - przestał się do nich odzywać i zniknął z ich życia. Chociaż to go bolało, to musiał ich zostawić. 

Ostatni raz odwrócił się w stronę śpiącej Shai, by zdjąć z siebie koszulkę i położyć na komodzie, po czym wyszedł.




- Z... Zayn? - Cichy szept Shai otrząsnął go z rozmyśleń.

Podniósł głowę, by ujrzeć Shaę, przebraną w jego koszulkę, którą jej zostawił. Uśmiechnął się, widząc jej strój. Natychmiast zamknął oczy, by uniknąć rosnącego podniecenia, które odczuwał na jej widok, jednak to tylko pogorszyło jego sytuację. 

- Zayn? - Szepnęła znowu.

Kiedy otworzył oczy, dziewczyna stała tuż przed nim, nachylając się delikatnie w jego stronę. Nie mogąc się powstrzymać, pociągnął ją mocno, sadzając sobie na kolanach. Dziewczyna drgnęła, co było postępem, bo nie próbowała uciec ani wstać. Zaczął jeździć ręką po jej plecach, a Shae odgarnęła włosy za ucho nerwowym ruchem. Pociągnął ją za podbródek, zmuszając, by spojrzała prosto w jego kawowe tęczówki. 

- Po co tu przyszłaś? - Zapytał, marszcząc brwi.

Nagle był na nią zły, że przechadzała się w takim stroju po magazynie, gdzie byli sami bezwzględni mężczyźni. To nie była troska o dziewczynę, tylko czysty egoizm - Shae należała do niego i nikt, poza nim, nie mógł jej dotykać. Nikt. Warknął cicho, na co dziewczyna dygnęła, jakby wystraszona. Bała się go i to cholernie satysfakcjonowało Zayna. To gwarantowało mu władzę, tak niezbędną w jego życiu. Mógł nią władać, chociażby w niektórych sytuacjach. 

- Chciałam... - Zaczęła, nerwowo bawiąc się palcami. Odważnie spojrzała w jego oczy. - Powiesz mi, czemu ostatnio...

Doskonale wiedział, o co jej chodzi. Warknął, tym razem zdenerwowany całym tym problemem, a nie swoimi myślami. Miał mnóstwo problemów przez jedno porwanie. Czasami ganił się za tą swoją nieodpowiedzialność i pochopność, która sprowadziła go do tego momentu w życiu.

- Jesteś w ciąży - burknął, a dziewczyna wstała i wybiegła.




Po godzinie siedzenia w gabinecie, Malik ruszył pewnym krokiem w stronę pokoju, w którym powinna być Shae. Otworzył drzwi, ze zbyt dużą siłą, po czym stanął w progu, skanując wzrokiem pomieszczenie. Brunetka leżała na łóżku, zawinięta w grubą kołdrę, wśród której prawie ginęła. Zayn uważał, że jest zbyt drobna i czasami podejrzewał, że chorowała na anoreksję, ale szybko to zniknęło, kiedy zauważył ile zawsze wchłaniała wszelkiego jedzenia. 

Nie był pewien czy cieszył się z tego dziecka. Z jednej strony owszem, ponieważ to coś, co łączyło go z Shae, na zawsze. Ale z drugiej... nie był dobrym materiałem na ojca, ba!, nawet na chłopaka! Po prostu nie uważał, że podoła, jeśli dostanie na to szansę. A tak szybko nie wypuści Shai ze swoich rąk, tym bardziej swojego, jeszcze, nienarodzonego dziecka.

Usiadł obok dziewczyny, odciągając z niej kołdrę. Shae jęknęła cicho, jakby błagalnie. Szarpnął ją za włosy, przez co musiała na niego spojrzeć. Jej policzki były całe mokre od łez, które cały czas spływały po jej bladej skórze. Malik nachylił się nad nią, szepcząc dwa słowa, które jeszcze bardziej ją dobiły:

- Dziś wigilia.




Od autorki: Piszę, dość późno, ale... jak wstaniecie to się ucieszycie :D Nie jestem pewna ile opuściłam błędów, bo jest pierwsza w nocy, więc wybaczcie za wszystkie. Padam z nóg, te święta mnie wykończyły, a jak tam u was? Pobiliście rekord komentarzy, wow. Dziękuję! Jesteście świetni. Ten rozdział nie jest zbyt długi, ale chciałam, żebyście coś dostali jeszcze w ten czas świąt. Hej, mam nowy blog! Tak, ten podoba mi się, jak Dark Ignorance, więc naprawdę warto go zobaczyć :)  [klik]. To... miłych resztek świąt, elfy! :D

sobota, 21 grudnia 2013

Dzień 13





Od parunastu dni miałam dobry sen. Przyjemny. Wróciłam do czasu, kiedy miałam sześć lat. Biegłam przez łąkę, a moja głowa ledwo wystawała poza wysokie zboże. Nie miałam żadnych trosk, zmartwień czy problemów. Byłam szczęśliwa. Kiedy się obudziłam, czułam uśmiech na twarzy. Naprawdę szczery uśmiech. Jednak znikł po paru sekundach, w chwili, gdy przypomniałam sobie wszystko. Porwanie. Rany. Liczne napady Malika. Cholera. Przez krótki moment wierzyłam, że znowu jestem w swoim pokoju. Ale szybko to minęło, kiedy tylko ręka Zayna przyciągnęła mnie bliżej siebie. Syknęłam cicho, czując ból całego ciała. Zmarszczyłam brwi, ganiąc się za to. Ostatnie, czego chciałam, to otwartych oczu Mulata. Próbowałam zdjąć z siebie jego rękę, delikatnie, ostrożnie. Chyba rozumiecie, że się nie udało, prawda?

- Nigdzie nie idziesz - warknął sennym głosem. 

Zwinął rękę w pięść na czarnej koszulce, którą miałam na sobie, przyciągając mnie do swojego ciała. Odwrócił mnie do siebie twarzą, agresywnym ruchem. Zadrżałam mimowolnie, czując chłód na odkrytych plecach. Zayn skopał kołdrę do naszych stóp, po czym przeniósł głowę na moje biodro. Rękami objął chude uda, wtulając się w małe ciało. Leżałam, nie wiedząc co zrobić. Bo co mogłam? Nic. Cholera, nie chciałam, by robił mi cokolwiek. 

- Nie chcę, żebyś uciekała - mruknął, trzepocząc rzęsami. 

Był tak do mnie przyciśnięty, że poczułam przez ten ruch łaskotki. Zadrżałam, co go rozbawiło. Och, znowu wracamy do śmiania się z biednej Shae? Przewróciłam oczami, wiedząc, że tego nie widzi. Przecież nie miał oczu dookoła głowy, prawda?

Jego zimna dłoń dotknęła mojej. Pociągnął za nią, umieszczając w swoich włosach. Próbowałam ją wyciągnąć, ale opornie trzymał mój nadgarstek, do czasu aż się uspokoiłam. Z westchnieniem dołożyłam drugą dłoń, bawiąc się końcówkami czarnych włosów. Warknął, kiedy pociągnęłam, przez co od razu zesztywniałam, nie ruszając żadną częścią ciała. 

- Nie przestawaj - szepnął. 

Kiwnęłam głową, choć nie mógł tego zobaczyć. Przekładałam kosmyki włosów pomiędzy palcami, nie rozumiejąc jego zachowania. Czemu kazał mi bawić się jego włosami? Przecież to po prostu... głupie. 

Poczułam chłód na brzuchu, więc tam spojrzałam. Malik uniósł moją koszulkę, podciągając ją prawie do stanika, po czym położył swój policzek na bladym ciele. Jego dwudniowy zarost podrapał wrażliwą skórę, co wywołało dziwne uczucie. 

- Lubię to - powiedział. 

Nie rozumiałam o co mu chodzi, dopóki nie dotknął siniaka na biodrze. Syknęłam cicho, wiedząc, że ten dźwięk usatysfakcjonował go. Naznaczył mnie bólem. Ironicznie to zabrzmiało, jakby nie patrzeć. Moja ręka zamarła, a powieki zacisnęły się, wręcz boleśnie. Chciałam do domu. Nigdy nie przypuszczałam, że tak będę tęsknić za ojcem.

Chłopak uniósł głowę, patrząc na mnie, a ja, nie zwracając uwagi na jakiekolwiek konsekwencje, wstałam i wybiegłam z pokoju, zanim zdążył mnie przygwoździć swoimi ramionami. Nogi skierowały mnie do pomieszczenia, w którym był Davon. Wparowałam tam, nawet nie pukając.

- Davon? - Szepnęłam, rozglądając się na boki.

Nigdzie go nie było. Sprawdziłam przylegającą do pokoju łazienkę, ale ona też była pusta. Wycofałam się z pokoju, kręcąc głową. Gdzie jest mój brat? Zderzyłam się z kimś, kogo doskonale znałam. Na mojej twarzy pojawił się gniew. Szybkim ruchem odwróciłam się w stronę Zayna.

- Gdzie on jest?! - Zapytałam, a ton głosu można było porównać do krzyku.

Chłopak nie odpowiedział, co mówiło mi więcej niż jego niski głos. Ominęłam go szybkim krokiem, kierując się w stronę schodów. Zbiegłam z nich, potykając się co jakiś czas, czując wyczerpanie. Ale strach o brata nie pozwalał mi się przewrócić, za co dziękowałam w duchu. Ostatnie, czego chciałam, to przewrócenie się, tym bardziej w jakiś niefortunny sposób.

Wzrokiem znalazłam drzwi do piwnicy, przez które szybko weszłam. Pokonałam szybko metalowe schody, asekuracyjnie trzymając się zimnej poręczy. Wszystko tu było takie zimne...

- Davon! - Krzyknęłam.

Ruszyłam biegiem w jego stronę, jednak jakieś szerokie ramiona powstrzymały mnie. Zawisłam w górze, rzucając swoimi nogami. Szamotałam się, krzycząc imię brata. Znowu to samo... Wisiał na tak dobrze znanych mi łańcuchach, stojąc wśród własnej krwi. Jego głowa zwisała na dół, bez życia. Jedynie miarowe unoszenie się klatki piersiowej spowodowało u mnie pewną ulgę.

- Puść ją, Liam.

Szatyn natychmiast mnie postawił i ruszył w stronę Davona. Chciałam pójść za nim, ale Malik stanął przede mną, szarpiąc mnie w stronę schodów. Nie poddałam mu się, nie teraz. Walczyłam z nim, próbując się wyrwać. Nie miałam żadnych szans, dlatego przestałam, patrząc prosto w jego ciemne oczy.

- Czemu znowu go męczysz? - Warknęłam.
- To nie twoja sprawa.

Prychnęłam. Oczywiście, że moja.

- Wypuść go albo z naszej umowy nic nie będzie.

Warknął gardłowo, mrużąc oczy. Nie ustępowałam, po raz pierwszy wytrzymując wzrok kogokolwiek dłużej niż trzy sekundy. Podniósł rękę i zamachnął się. Poczułam uderzenie na policzku, jednak wytrwale patrzyłam w jego ciemniejące oczy. Łzy pojawiły się w kącikach moich powiek, ale nie wypłynęły, co dodało mi jeszcze więcej odwagi na starcie z Malikiem. Nie chciałam mu odpuścić, nie mogłam. Musiałam walczyć o swojego brata, nieważne co robił dwa lata temu. Nadal go kochałam i wiedziałam, że go nie zostawię.

- Mówię poważnie, Malik - dodałam po chwili.
- Nie, nie mówisz - warknął.

Uniosłam brwi w geście, który mówił "Jesteś tego pewien?". Zdenerwował mnie, chociaż pewnie go to nie przejęło. Bo niby czemu miałoby? W końcu byłam tylko kłopotliwą nastolatką, która nic nie mogła mu zrobić.

Przerażał mnie. Cholernie mnie przerażał. Jego oczy stały się wręcz czarne, a na twarzy widniała wściekłość w najczystszej postaci. Złapał mnie za przedramię z taką siłą, że siniak miałam gwarantowany. Zmarszczyłam czoło, nie pokazując bólu. Nie mogłam, nie teraz. Musiał wiedzieć, że nie odpuszczę. Schylił twarz do mojej wysokości.

- Należysz do mnie.

Prychnęłam. Nie, nie należę do niego.

- Należę do siebie - odpowiedziałam.

Poczułam kolejne uderzenie w policzek. Nie spodziewałam się tego, przez co odskoczyłam w tył, kiedy ból dotarł do mojego mózgu. Zaśmiał się i podszedł do mnie pewnym krokiem. Chwycił mnie mocno za nadgarstek, ściskając go z wielką siłą.

- Nie. Jesteś moja, słyszysz?

Chciałam zaprzeczyć, ale nie zdążyłam. Zachłysnęłam się powietrzem, czując uderzenie w brzuch. Po sekundzie rozbolał mnie, przez co upadłam na kolana. Zacisnęłam powieki, przyciskając ręce do bolącego miejsca. Malik chwycił moje włosy w pięść i pociągnął do góry. Jęknęłam z bólu, po czym spojrzałam na niego, czując łzy na policzkach.

- Patrz mi w oczy, kurwa! - Krzyknął.

Z cichym szlochem spojrzałam mu prosto w oczy. Uparcie ściskał czarne kosmyki włosów. Skóra na głowie rozbolała mnie, kiedy mocniej pociągnął. Grzywka, która była dłuższa niż powinna, wpadła mi do oczu, jeszcze bardziej je podrażniając. Malik kucnął obok mnie, zadając kolejny cios w żebro.

Nic więcej nie pamiętam.
Zemdlałam.




Zmarszczyłam brwi, budząc się. Oczy piekły mnie niemiłosiernie, przez co nie mogłam ich otworzyć. Całe ciało bolało mnie, jednak wiedziałam, że w chwili, kiedy wstanę, będzie jeszcze gorzej. Usłyszałam czyjeś głosy, więc wsłuchałam się w nie. 

- Co ty pierdolisz? 

Niski, warczący głos doskonale znałam. Zayn. 

- Mogłeś bardziej uważać, Zayn. Kobiety to nie zabawki - czyjś chrapliwy głos skarcił cicho chłopaka. 

Myślałam, że Malik wybuchnie i usłyszę kłótnię albo uderzenie, ale nic takiego się nie stało. Po pomieszczeniu rozniosło się ciche westchnienie, a potem tupot trampek. 

- Przecież... - Zaczął szeptać, a ja nic nie rozumiałam. 
- Musisz na nią uważać, Zayn, słyszysz? 

Zero odpowiedzi, tylko dźwięk uderzenia pięścią w ścianę. 

- Wiem o tym - odpowiedział, a ja przestałam kontaktować. 

Ciemność. 




- Cholera, Zayn! Będziesz miał przez to pieprzone problemy! 

Krzyk Liama wybudził mnie z omdlenia. Czułam ogromny ból głowy, który coraz bardziej nasilał się, a okolice żebra piekły. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Nie potrafiłam się ruszyć, otworzyć oczu ani cokolwiek powiedzieć, mogłam jedynie słuchać. 

- Myślisz, że to zaplanowałem?! - Zayn też krzyczał, a mnie rozdzierał ból głowy. 

Przestańcie krzyczeć! 

- Jesteś nieodpowiedzialnym bachorem! 

Huk rozniósł się po uderzeniu. Przypominało to dźwięk, jakby Malik przyparł Liama do drzwi. Czekałam na jakieś słowo czy uderzenie, ale cisza to była jedyna rzecz, którą obecnie słyszałam. Żaden z nich nic nie robił, co mnie trochę zastanawiało. Wyszli?

- Nie. Nazywaj. Mnie. Tak. Rozumiesz? - Och, wraca zły Malik. 
- Spierdalaj - warknął szatyn. - Jesteś idiotą. 

Sen. 




- Kyle, co z nią? 

Westchnienie mężczyzny kazało mi powiązać go z osobą, która była tu przed Liamem, kiedy obudziłam się po raz pierwszy. Kyle, tak się nazywał. Wyobrażałam go sobie jako sześćdziesięciolatka, taki miał przynajmniej głos. Tylko kim był? Raczej nie należał do gangu, jest przecież... za stary. 

- To trochę potrwa zanim się obudzi, Zayn. Ale mam ją na oku, więc wszystko będzie dobrze. Ma wiele obrażeń dzięki tobie, ale nic poważnego. Nie powinieneś jej tak traktować, chłopcze. 

Warknięcie Zayna rozbrzmiało po chwili ciszy. 

- Wiem to, Kyle, ale... powinna mi być posłuszna, a nie jest, dlatego musiałem ją ukarać. 
- Minuta dłużej, a straciłbyś to

"To"? O czym on mówił? 

- To nigdy nie powinno się... zdarzyć, Kyle. Nie ze mną. 




- Kiedy się obudzi musi iść do lekarza, słyszysz, Zayn? - Nie znam go. Kto to?
- Nie, nie musi - warknął. 

Westchnięcie tego kogoś nie pozwoliło mi nikogo z tym powiązać. Nie znałam tej osoby. Może to jeden z jego wielkich osiłków? Tak, nigdy nie słyszałam ich głosów, nigdy nic przy mnie nie powiedzieli. Zaczęło mnie zastanawiać... czemu? Zakazał im? Jaki byłby w tym sens?

- To chociaż go tu sprowadź. Kyle nie wystarczy. 

Więc Kyle jest lekarzem? To ma jakiś sens. Jakiś, ale ma. 

- Wiem. 




Obudziłam się. Tak naprawdę. Moje powieki poruszyły się, a po dziesięciu sekundach światło zaatakowało moje oczy. Zamknęłam je ponownie z cichym syknięciem, po czym uniosłam się powoli. Podciągnęłam poduszkę do góry, dzięki czemu mogłam oprzeć o nią plecy. Siedziałam chwilę, by przyzwyczaić się do światła, po czym wstałam chwiejnie. Chwyciłam się za żebro, które zaatakował mocny ból. Ignorując to, szłam dalej, aż do drzwi. Otworzyłam je z cichym skrzypnięciem. Przeszłam przez próg i skierowałam się do kuchni, czując ogromny głód. Czułam się, jakbym nie jadła przez miesiąc, czyli jak zawsze. Miałam ogromny apetyt od dziecka, przez co musiałam dużo czasu przebywać na siłowni, by mieć płaski brzuch, nie rezygnując z porcji, które pochłaniałam. Teraz moje ćwiczenia zostały zaburzone przez to wszystko i nie wiedziałam ile ważę, jednak nie przejmowałam się tym. To, obecnie, było moim najmniejszym zmartwieniem. 

- Shae? 

Stanęłam w pół kroku, odwracając się za siebie. Spojrzałam na szczyt schodów, skąd zbiegał Malik. Czemu zbiegał? Uniosłam brew, kiedy znalazł się obok mnie i bez słowa zaniósł do kuchni. Dosłownie, zaniósł. Gdybym miała więcej siły to robiłabym wszystko, byleby mnie nie dotykał, ale... kto wie ile przeleżałam nieprzytomna? 

Posadził mnie na krześle, po czym podszedł do lodówki. 

- Dlaczego byłam nieprzytomna? - Zapytałam cichutko, jakby słowa miały nie wypłynąć. 

Wyprostował się jak struna, po czym obrócił na pięcie, stając twarzą do mnie. Podszedł bez słowa, po czym kucnął, kładąc swoje duże, ciemne dłonie na moich chudych i jasnych kolanach. Przypatrywałam się temu, jak bardzo kolory naszych skór były różne. Lubiłam swój blady odcień, ale kiedy tak obserwowałam jego ręce, żałowałam, że też nie mam takiego koloru. 

- Na pewno chcesz wiedzieć? - Zapytał cicho, na co kiwnęłam głową. 

Oczywiście, że chciałam wiedzieć, co to za pytanie?

- Zayn, musimy porozmawiać.

Liam wszedł do kuchni, a ja po raz pierwszy żałowałam, że ktoś nam przerwał. 




Od autorki: Siemaaa! Parę dni zwłoki miałam, zacięłam się, mówiąc nieskładnie. Namęczyłam się przy tych chwilowych przebłyskach świadomości Shae. Zamulam. Umieram. Boże, jak w tym domu nudno! Ale wracając do rozdziału - co myślicie? Wyszedł mi długi, to chyba najdłuższe coś, co napisałam na tym blogu. Przerwałam wam w haniebnym momencie, umrzyjcie z ciekawości, buhaha. Liam ma wyczucie chwili, prawda? Pisze sobie rozdział, a tu nagle przed drzwiami śpiewają mi kolędę, #ok. To było dziwne. No, dobra. Nie wiem czy zdążę z Dniem czternastym do świąt, więc już teraz wam życzę wesołych! Założyłam Aska, więc, jeśli chcecie, to pytajcie - [klik].
P S. NOWY BLOG, WCHODZIMY!  Crusher FanFiction


Taka brzydka ja, o.

niedziela, 15 grudnia 2013

Dzień 12




Dochodziła pierwsza w nocy. Leżałam skulona na jasnym łóżku. Kołdra przykrywała całe moje ciało, pomijając głowę. Łzy płynęły po zarumienionych policzkach, a gardło bolało od wstrzymywanego szlochu. Tak wiele informacji o Davonie. Tak bardzo złych. Wspomnienia wdarły się do mojej głowy, powodując jeszcze większy ból. Ból serca. 




Spojrzałam na Davona, nie mogąc już powstrzymywać łez. On sprzedawał narkotyki? Kiedy miał na to czas? Dlaczego to robił? Starałam się skojarzyć wszystko, co wydarzyło się w domu dwa lata temu. Nasza sytuacja finansowa nie była najlepsza, ale mieliśmy co jeść. I nie było na co narzekać. Potem ojciec dostał awans i powodziło nam się. Więc dlaczego mój brat sprzedawał to świństwo?

- Shae... Shae... Spójrz mi w oczy, proszę. - Cichy szept Davona sprowadził mnie na ziemię. 

Z wahaniem spojrzałam w jego oczy, w których ujrzałam łzy. Leżał na lewym boku, cały obolały, ze słoną cieczą w oczach. Nigdy nie widziałam, by mój kochany brat płakał. To była pierwsza taka sytuacja. Zmarszczyłam brwi, kiedy łza kapnęła na odkryte kolano i potoczyła się po nim, powodując u mnie dreszcze. 

- Wiesz co jest najbardziej zabawne? 

Drwiący głos Malika sprawił, że oderwałam wzrok od Davona. Zadarłam głowę i spojrzałam na Mulata, który uśmiechał się diabelsko. Co jeszcze może być, o czym nie wiem? Nie chcę tego słyszeć, to za dużo. 

Niech mnie zostawi w spokoju. 

- Dwa lata temu, kiedy zabrali mnie do więzienia, twój ojciec przyjechał jako pierwszy w tamto miejsce - zaczął mówić, a ja nie rozumiałam, czemu mi to opowiada. Nawet nie zwracałam uwagi na błagania Davona, by mi tego nie opowiadał. - I wiesz co? Wtedy był ze mną twój brat. Tak się zaćpał, że nie kontaktował. A twój ojciec po prostu zatuszował jego cholerny udział w tym gównie! - Krzyknął. 

A ja po prostu czułam, jak wpadam do czarnej nicości. 




Mój świat zawalił się w ciągu jednej, pieprzonej godziny. Nie wiedziałam co robić. Kochałam swojego brata, ale... cholera, tak nie można! Narkotyki? I jeszcze zamieszanie w sprawie Malika? Dlaczego mi nie powiedział? Czyli przez kogo w końcu tutaj teraz jestem? Przez Davona czy ojca? A może przez obu? Cholera, to musi być sen. To nie może dziać się naprawdę. Po prostu nie może. 

Usłyszałam kroki w pokoju. Zakopałam się jeszcze bardziej w pościeli, mając nadzieję, że dzięki temu zapadnę się w materac i uniknę wszystkich możliwych rozmów z kimkolwiek. Ktoś usiadł niedaleko mnie. Po sekundzie odkrył moje ciało, które ogarnął chłód. Zadrżałam, a nic nie mówiący wzrok Malika wcale nie pomagał. Och, przyszedł mnie pomęczyć? 

Odwróciłam się do niego plecami, modląc się, by zrozumiał aluzję i się nie zdenerwował. Przymknęłam powieki, czując nagłe, niewyjaśnione zmęczenie. Kołdra, po raz kolejny, otuliła mnie, jednak zrobiło mi się zbyt ciepło. Poczułam mocne pociągnięcie, przez co, zamiast na boku, leżałam na plecach. Otworzyłam oczy. Centymetry od mojej twarzy była głowa Malika. Obserwowałam, jak jego kawowe tęczówki zmieniały kolor na coraz ciemniejszy. To nigdy nie był dobry znak... 

- Po co mi o tym wszystkim opowiedziałeś? - Zapytałam, dając sobie dodatkowy czas. 

Zmarszczył brwi, jakby szukając momentu, o który mi chodzi. W końcu zrozumiał. Oparł się na łokciach, cały czas nade mną wisząc. Jego mina była cholernie poważna. 

- Uznałem, że powinnaś to wszystko wiedzieć - odpowiedział. 

Teraz to ja zmarszczyłam brwi. Powinnam wiedzieć? W co on teraz sobie pogrywa? Co to za nowa sztuczka? Nie chcę tego wszystkiego, mogłeś zostawić mnie w nieświadomości. Westchnęłam cicho, na trzy sekundy zaciskając powieki. 

- Przecież ryzykowałeś tym naszą... umowę - szepnęłam.
- Nigdy nie przestaniesz go bronić. 

Zaśmiał się cichutko, po wypowiedzianych słowach. Nigdy nie przestanę bronić Davona? Skąd ta pewność? Czy aż tak dobrze mnie poznał, by móc wywnioskować takie szczegóły? To trochę przerażające. 

- Poza tym, potrafię być... bardzo przekonujący - mruknął, oblizując usta. 

Jego tęczówki ponownie zaczęły ciemnieć, a ja nerwowo szukałam w głowie kolejnych pytań, które by go rozproszyły. Potem zrozumiałam, czemu wszyscy mówili, że długo myślałam. Naprawdę dużo zajmowało mi to czasu. 
Usta Malika wylądowały na moich. Boleśnie pociągnął zębami za dolną wargę, którą już nieraz tak potraktował. Chłopak usiadł na mnie okrakiem, cały czas próbując pocałować. Ale ja się nie poddawałam. W końcu odpuścił moim wargom. Spojrzał na mnie z góry, a w jego oczach zamajaczył gniew. 

- Masz być posłuszna, słyszysz? Nie zapominaj o swojej obietnicy. 

Cholera. 
Tu.
Mnie.
Miał.

Westchnęłam cicho, poddając mu się, kiedy kolejny raz mnie pocałował. Po raz pierwszy oddawałam jego pocałunki, jednak robiłam to niechętnie, mając na celu bezpieczeństwo Davona. Nadal był moim bratem, prawda?

Włożył swoją rękę pod moje plecy i uniósł mnie delikatnie, szarpiąc się z bluzką. W końcu zdjął ją i szybkim, zręcznym ruchem odpiął stanik. Potem położył mnie na materacu, ściągając ramiączka odpiętej garderoby. Następnie szybko pozbył się szortów i majtek. Chłód ogarnął moje ciało, a jego lodowate ręce wcale nie pomagały. Poprowadził moje dłonie do gumki bokserek, niemo każąc mi je zsunąć. Miałam zamknięte oczy, a on cały czas mnie całował, jednak jakoś dałam radę, na poziomie ud pomagając sobie stopami. Zayn spojrzał prosto w moje, już otwarte, oczy, przytrzymując blade nogi, by zostały na jego biodrach. Potem prześledził wzrokiem okolice brzucha, by, tradycyjnie, docisnąć do siniaka swoją dłoń. 

Sapnęłam cicho, kiedy poczułam go w sobie. Zaczął się poruszać, z ogromną siłą. Ból rozszedł się po całym moim ciele. Chłopak nie reagował na żadne moje prośby, by był delikatniejszy. Zaczął składać pocałunki na mojej szyi, a ja, nie panując nad tym odruchem, zaczęłam drapać swoimi paznokciami ciemne plecy Mulata. Jęknął cicho, pocierając nosem moją szyję. Zadrżałam. Zimna dłoń ścisnęła mój prawy bok, a ja miałam pewność, że pojawi się kolejny siniak. 

- Dojdź. Zrób to dla mnie, mała - warknął. 

Otworzyłam oczy. Kropelki potu spływały po jego czole, a zmęczenie zaczęło przyozdabiać jego tęczówki. Pochylił się i ugryzł mnie delikatnie w szyję, a ja rozpadłam się na kawałeczki. Malik opadł na mnie, z cichym jękiem zadowolenia. 

Wyszedł ze mnie i położył się obok. Odwróciłam się do niego plecami, czując senność. Ostatnie, co pamiętałam, to jego ręka oplatająca moją talię i krótki całus na karku. 




Obudziłam się. Od razu zrzuciłam z siebie rękę Zayna i pobiegłam do łazienki, zbierając swoje ubrania po drodze. Zamknęłam za sobą drzwi, żałując, że nie mają zamka. Wszystko jest przeciwko mnie? 

Westchnęłam cicho, po czym owinęłam się ręcznikiem. Spojrzałam do lustra, odkrywając biodra. Na lewym miałam odcisk jego dłoni, co nie było nowością. Martwił mnie tylko kolor siniaka, ponieważ coraz bardziej się zmieniał. Przewróciłam oczami, wmawiając sobie, że to nic takiego, po czym spojrzałam na prawą stronę, gdzie miałam żebra. Prychnęłam. Kolejny pieprzony siniak. Przyzwyczajałam się do tego, co było chore. Nie powinnam się przyzwyczajać. Puściłam skrawek ręcznika, który ponownie mnie zasłonił, w chwili, gdy klamka poruszyła się, a do łazienki wszedł Malik. Miał na sobie jedynie bokserki. Obserwowałam go w odbiciu lustra, kiedy kładł ubrania na blat niedaleko umywalki. Obserwowałam go, kiedy stanął za mną, delikatnie ściągając mój ręcznik. Obserwowałam każdy jego ruch. Przełknęłam nerwowo ślinę, widząc jego świdrujący wzrok. Prześwietlił wzrokiem nowy siniak i ten starszy, na biodrze. Potem znalazł każdą ranę, którą zadał, następnie spojrzał na moje plecy, które ozdobione były zawiłymi tatuażami. Przyciągnął mnie do siebie, a ja szybko uniosłam dłoń, przyciskając trzymany przeze mnie ręcznik, do klatki piersiowej. Chwycił moją lewą rękę, gładząc tatuaże swoimi palcami, starając się nie zahaczyć o mały kolczyk, który ozdabiał mój środkowy palec. Nigdy do końca nie wiedziałam, czemu go zrobiłam, ale podobał mi się. Ładnie dokańczał malunek na mojej skórze. 

- Lubię ten tatuaż - szepnął, czemu towarzyszyły ciarki na moim ciele. 

Przełknęłam ślinę, słysząc jego kolejne słowa.

- Podobała mi się dzisiejsza noc. 

Martwił mnie fakt, że mi też się spodobała. 




Od autorki: Nowy rozdział jest trochę inny, ponieważ pojawiają się wspomnienia głównej bohaterki. Nie wiem, jak zareagujecie na rozdział, mi się średnio podoba. Mówi się trudno, nie? Mam pojebany tydzień, po prostu. Zasmuciliście mnie tą małą ilością komentarzy. Zauważyliście, że zwlekałam z dodaniem Dnia dwunastego, prawda? Nie wiem, czemu już wam dodaję ten rozdział, w końcu jest jakieś... 39 komentarzy, ale niech już stracę. W przyszłości nie będę taka miła. Nie wiem, kiedy pojawi się nowy rozdział, to zależy od was. Nie wiem, co napisać, więc... życzę miłej końcówki niedzieli, którą ja spędzę z matematyką, ugh. 

środa, 11 grudnia 2013

Dzień 11




Zegar wskazywał godzinę siódmą jedenaście rano. Siedziałam w kącie pokoju, z zaschniętymi łzami na policzkach. Malik nie pokazał się od... tamtej pory, a ja byłam za to niesamowicie wdzięczna. Ostatnie, czego chciałam, to jego osoba niedaleko mnie. Kiedy to się wreszcie skończy? Mam dość. Cholernie dość. Pociągnęłam cicho nosem, już dawno zrezygnowałam z poszukiwań jakiś chusteczek. Takie

Czułam, że moja psychika już dawno leży w gruzach, których nie da się posklejać. Tak naprawdę to nie wiem, czemu to zrobiłam. Jedną z moich wad jest pochopność, co ukazało się niedawno. To była pierwsza rzecz, która wpadła mi do głowy. Oczekiwał ode mnie wiele, dlatego myślałam, że tyle będzie mnie to kosztować. W rezultacie, najgorsze nie było to, co zrobiłam, ale wszystko po. Te wszystkie... uczucia. Myśli. Zrobiłam to z własnej woli. Nikt mnie do tego nie zmuszał, prawda? Chociaż, ja sobie wmawiałam, że jednak tak nie było. Że Malik napierał na moją psychikę i niszczył ją tak długo, jak było potrzebne. A widać, zajęło mu to jedynie parę dni. 

Miałam cichą nadzieję, że zostanę tu, by siedzieć sama do końca życia. Że nigdy go już nie zobaczę. Że da mi spokój. Ale nic nie może trwać wiecznie, prawda? Westchnęłam cicho i starłam zaschnięte łzy z policzków. Nie fatygowałam się nawet, by wstać. Pukanie ustało, a w zamian pojawiło się skrzypienie otwieranych drzwi. Potem zabrzmiały kroki bosych stóp. 

- Shae?

Znajomy szept sprawił, że uniosłam głowę, odgarniając czarne włosy. Spojrzałam w stalowoniebieskie tęczówki, które znalazły się na mojej wysokości. Davon oparł swoje dłonie o moje kolana, by utrzymać równowagę, ale po chwili zrezygnował, siadając tak, jak ja. Obserwowaliśmy się nawzajem, nie mówiąc ani słowa. Nie wiedziałam, po co tu przyszedł, więc nic nie podpowiadało mi, jak rozpocząć rozmowę.

- Nie wiem, co się pomiędzy wami stało, Shae, ale to cię zatruwa. Nie powinnaś tego ciągnąć, nieważne jakie ja poniosę za to konsekwencje, rozumiesz?

Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Skąd wiedział?

- Shae, trudno nie zgadnąć. - W pokoju rozniósł się jego śmiech. Wymuszony śmiech. - Proszę cię, przestań to robić. Nie jestem tego wart. 
- Jesteś wart wszystkiego, mam tylko ciebie - szepnęłam, podciągając kolana pod brodę. 

Pokręcił przecząco głową, marszcząc brwi. O co mu chodziło? Skąd u niego nagły przypływ informacji? Przecież sam nie mógł się tego wszystkiego domyślić. Dotarło to do mnie. Zayn musiał mu powiedzieć. Musiał u niego być. Szybko prześwietliłam wzrokiem jego twarz i odkrytą klatkę piersiową. Żadnych nowych ran. O co tu chodzi? Czyżby Malik potrafił dotrzymywać danych obietnic i postanowił zostawić Davona w spokoju? Cholera, jeśli to prawda, byłam gotowa znieść każdy ból.

Z jednej strony rozumiałam niepokój mojego brata i jego chęć przyjęcia na siebie cierpienia, które odczuwam, ale... ja też musiałam się o niego troszczyć. Też czasem musiałam coś zrobić, by on mógł być bezpieczny. Też musiałam...

Ktoś zapukał w drzwi trzy razy, chyba za delikatnie. Zmarszczyłam brwi, kiedy Davon składał pocałunek na moim czole. Potem przytulił mnie, dość niechlujnie, przez moje podciągnięte kolana. Następnie wstał i pożegnał mnie dwoma słowami:

- Muszę iść.

Po raz kolejny zostałam sama.




Siedziałam w kuchni, uparcie omijając wzrokiem wejście. W drzwiach, właściwie na korytarzu, stało dwóch kolesi, którzy musieli mnie pilnować. Wcześniej czegoś takiego nie było, Malik chyba boi się, że ucieknę z Davonem. Nie spotkałam się z nim dzisiaj, nie wpadłam na niego. Zupełnie tak, jakby Mulat zapadł się pod ziemię. Może siedział w tej swojej nieszczęsnej pracowni? Westchnęłam cicho. Wypiłam do końca sok jabłkowy, po czym rozejrzałam się bezradnie. Co mogłam jeszcze tu zrobić? Nic. Spotkanie z Zaynem zbliżało się nieubłaganie, a ja nie wiedziałam już, jak to opóźnić. 

Westchnęłam cicho, wstałam i odłożyłam szklankę do zmywarki. Potem wyszłam z kuchni, a postawni mężczyźni poszli za mną, śledząc każdy ruch, który wykonałam. Przewróciłam oczami, czując zdenerwowanie. Co dziwniejsze, nie spowodowało go spotkanie z Mulatem, ale właśnie ci kolesie. Deptali mi po piętach przez cały dzisiejszy dzień. 

Stanęłam przed mahoniowymi drzwiami i przygryzłam wargę. Uniosłam dłoń i zapukałam knykciami, zbyt delikatnie, by przy roztargnieniu usłyszeć. Ale - na moje nieszczęście - do Malika dotarł ten dźwięk. Otworzyłam drzwi, kiedy usłyszałam jego warczące "wejdź". Przekroczyłam próg, zamykając za sobą wyjście, które zwykłam nazywać swoją drogą ucieczki. Zayn spojrzał na mnie, lustrując każdy szczegół. Miałam na sobie - po raz kolejny - jego koszulkę (jeszcze z dzisiejszej nocy) i, dla odmiany, szorty, oczywiście należące do niego. Spojrzałam mu prosto w oczy, w których zobaczyłam złość. Czystą złość. Co znowu zrobiłam? 

Podszedł powoli do mnie, po czym przyparł do drzwi. Jedną rękę położył na drewnie, obok mojej głowy, a drugą uniósł bluzkę, by znaleźć charakterystycznego siniaka i przycisnąć do niego dłoń. Syknęłam cicho, czując ogromny ból. Nie wiedziałam, że zwykły szary ślad może z taką siłą boleć. Ale on wiedział. Wiedział i wykorzystał to. Uśmiechnął się zadziornie, a ja zacisnęłam oczy, jednak szybko je otworzyłam, czując jeszcze większy ból na biodrze. Nieczuły chuj z niego. 

-  Czujesz ten ból? - Zapytał szeptem, przygryzając płatek mojego ucha. 

A myślałam, że gorszy to już nie może być. Widział ból na mojej twarzy, po co pytał? Przecież to widać. Cholernie widać. Wzięłam głęboki wdech, wyobrażając sobie dom. Bezpieczny, ciepły dom. Miejsce, które zawsze było, cokolwiek się działo. 

- Odpowiedz! - Huknął, na co drgnęłam. 
- Tak - szepnęłam. 

Uniósł jedną brew, najwyraźniej nad czymś myśląc. O co mu znów chodzi? Co takiego zrobiłam? Czy już wystarczająco mnie nie zmęczył? Byłam słaba, a on dokładał mi dalej, żebym rozpadła się do końca. On nie był człowiekiem, był jakąś pieprzoną maszyną bez serca. Nieprzewidywalną maszyną bez serca, podkreślmy. 

- Czas, żebyś poznała prawdę - warknął i pociągnął mnie za nadgarstek.

Zrobiłam dwa kroki w przód, a potem przekroczyłam próg drzwi. Zayn kiwnął ręką na umięśnionych mężczyzn, którzy zrozumieli jego gest i zostali na swoim miejscu. Przeszliśmy cały korytarz, aż w końcu stanęliśmy na samym jego końcu, przed brązowymi drzwiami, które bardzo dobrze znałam. Byłam tu tylko jeden raz, ale wystarczyło, bym mogła wiedzieć, kto za nimi się kryje. 

Zostałam brutalnie wepchnięta do środka. Widok przeraził mnie. 

- Davon! - Krzyknęłam, nie panując nad tym. 
          
Malik przyciągnął mnie do siebie, kiedy chciałam ruszyć do starszego brata. Próbowałam mu się wyrwać, ale nie podziałało. Spojrzałam na Davona. Kulił się na ziemi, cały we własnej krwi, a naokoło niego stało dwóch mężczyzn i Liam. O co tu chodzi? 

- Dlaczego każesz nam tak cierpieć? - Zapytałam Zayna.

Uderzył mnie mocno w policzek. Upadłam na kolana. Spuściłam głowę, ukrywając łzy. Klęczałam przed nim, z zamkniętymi powiekami, by zatrzymać obraz cierpiącego Davona. Chciałam mu pomóc. Chciałam mu tak cholernie pomóc, ale nie miałam szans. Nie, poprawka. Już dawno nie miałam żadnych szans na cokolwiek. Wytarłam łzy i uniosłam odważnie głowę, patrząc prosto w oczy Mulata. Wstałam, czując pulsujący ból policzka, który zignorowałam. 

- Odpowiedz mi! - Krzyknęłam, może ciut za głośno. 

Kolejne uderzenie. Wrzask Davona. 

- Nie. Mów. Kurwa. Takim. Tonem - warknął Zayn.

Zaśmiał się, widząc moje świeże łzy bezsilności. Bawiłam go. Zawsze go bawiłam, tylko, że nigdy nie wiedziałam czemu. Myślę, że nikt nie rozumiałby tego na moim miejscu. 

- Czy twój kochany braciszek opowiadał ci, jak się poznaliśmy? - Zapytał w końcu.

Spojrzałam na Davona. Znał ich?

- O czym ty mówisz? - Głos załamał się na ostatnim słowie. 

Zayn okrążył mnie powoli, lustrując wzrokiem. Nie wiedziałam, czego chciał. Ignorował wszystkich w pomieszczeniu, a przecież były tu jeszcze cztery inne osoby. Jego to, jednak, nie przejmowało. Ani trochę. W końcu stanął na swoim poprzednim miejscu, ale spoglądał na Davona. 

- Nie, proszę, Zayn... 

Cholera, Davon prosił. O co? Chcę wiedzieć! 

Malik zignorował go, patrząc prosto w moje czekoladowe oczy. Jego, niegdyś, kawowe tęczówki, były prawie czarne. Dzięki temu spojrzeniu zrozumiałam, że tak naprawdę nie wiem nic. Nie znam swojego brata. Nie znam swojego życia. Nie znam ludzi, którzy mnie otaczają. Nie znam niczego. Zayn uśmiechnął się, w końcu odpowiadając. A ja nie potrafiłam uwierzyć. 

- Wiesz skąd go znam? Dwa lata temu opychał pieprzone narkotyki dla Liama - Warknął, a świat zawalił się.

Mój idealny brat przestał być idealny.




Od autorki: Siema! Przybywam z nowym rozdziałem, trochę późno. Wydaje mi się, jakbym wieki nie dodała rozdziału, a minęły dwa dni. Dziwne uczucie. Rozdział trochę krótki, porównując do tego z perspektywy Malika, ale zawsze coś, prawda? Chciałam wam go już po prostu dodać. Więc... największy sekret Davona się wydał, ups. Co zrobi Shae, waszym zdaniem? No, a teraz się okaże kto czyta to, co tu piszę i słucha piosenek u góry - rozróżniacie głos tej dziewczyny, prawda? Tak, to ona użyczyła mordkę naszej drogiej Shae. Nie dość, że ładna, to jeszcze potrafi śpiewać, ugh. W ogóle, myślałam nad tamtą historią, o której pisałam w poprzednim dniu. Co, jeśli byłby chłopak spoza 1D i tylko jedna bohaterka? Trochę... boję się (?) to pisać, ponieważ popularne są opowiadania z One Direction. O, albo mam taki blog z historią dziejącą się w średniowieczu. Ktoś chętny? Mam dużo energii, by pisać, więc staram się to wykorzystać, ale nie chcę mieć blogów z historią, którą nikt by nie czytał. No, to przepraszam za błędy, liczę na pobicie rekordu z Dnia dziesiątego i życzę miłych snów, małe elfy!