czwartek, 5 grudnia 2013

Dzień 7




Znalazłam się w tym samym pokoju, w którym ostatnio spałam. Usiadłam na łóżku, chcąc uspokoić swoje emocje. Nie wierzyłam w to... wszystko. To za dużo. Wiedziałam, że zrobiłam to wczoraj, ponieważ w zamian Zayn miał wypuścić mojego brata. I spełnił obietnicę. Więc czemu czuję się źle? Może dlatego, że mi się podobało? Potrząsnęłam głową, wyganiając tą myśl. Nie, nie podobało, to było złe. Tak bardzo chciałam, by moim jedynym problemem był wybór stroju na imprezę czy koncert. Myślami wróciłam do swoich znajomych. Do Victorii. To moja najlepsza przyjaciółka, chociaż nie bardzo odnajdywałam się w tej roli. Wiecie, nie byłam jakoś szczególnie dziewczęca, w przeciwieństwie do niej. Nawet nasze twarze to pokazywały - moje rysy były twarde i ostre, a jej łagodne i rozciągnięte w uśmiechu. Można nawet uznać, że nie pasujemy do siebie, ponieważ mamy dwa, kompletnie różne, charaktery. Ale zgadzałyśmy się w jednym - imprezach. Nie chodzi o to, że cały czas chodziłyśmy z klubu do klubu, po prostu lubiłyśmy wychodzić. Najczęściej w weekendy, kiedy indziej ojciec nie wypuściłby mnie. Ojciec. Rodzina. Boże, nigdy tak bardzo nie tęskniłam. To złe, to przejaw słabości. Nie chcę być słaba. Nie mogę. On już raz to wykorzystał.

Wiedział, że tu siedzę, ale nie przyszedł. I dobrze, nie chciałam go widzieć, musiałam wszystko przemyśleć. Co się ze mną stanie? Był wściekły, kiedy przyszedł do łazienki. Czuję, że coś mi zrobi. Że będę żałować. Że będę chciała umrzeć. Chociaż nie, ja już chcę. Chcę zasnąć i już się nie obudzić. Tak, wtedy miałabym święty spokój. W końcu. Ale czy śmierć w czymś pomoże? Co, jeśli Mulat uprowadzi mojego brata, by dalej ciągnąć swoją chorą zemstę? Cholera, po prostu chcę wrócić do domu. To tak wiele?




- Wstawaj. 

Spojrzałam nieprzytomnym wzrokiem na Malika. Od godziny myślałam o wszystkim, byle go unikać, siedząc w zaciszu jasnego pokoju. Chłopak zmrużył oczy i pociągnął mnie za przedramię, w wyniku czego wstałam, prawie się przewracając. W ostatniej chwili zachowałam równowagę. 

- Masz się, kurwa, słuchać! - Krzyknął, uderzając mnie w policzek.

Auć. To bolało. 

Chłopak pociągnął mnie za sobą. Zeszliśmy na parter, a ja spojrzałam tęsknię w stronę drzwi. Może, jakimś cudem, są otwarte? Jestem głupia, prawda? W cholerę. 

Znaleźliśmy się w piwnicy. Malik otworzył drzwi i wepchnął mnie do środka, zamykając je za sobą. Rozejrzałam się dookoła, jednak nawet nie zdążyłam zauważyć jakiś szczegółów, bo znowu zostałam pociągnięta. Nie wiedziałam o co mu chodzi, dopóki nie stanęłam na zaschniętej krwi mojego brata. Cholera. 

Szarpnął moimi nadgarstkami do góry i przykuł mnie do metalowych kajdan, a ja zawisłam, ledwo dotykając stopami ziemi. Jęknęłam cicho, czując uderzenie prosto w brzuch. Chciałam zgiąć się wpół, ale metal skutecznie uniemożliwiał to. Kolejne uderzenie nastąpiło po dziesięciu sekundach. Tym razem w policzek. Usłyszałam syk metalu. Spojrzałam na błysk. Nóż. Wyciągnął nóż. Cholera, po co?

Dźwięk rozrywanego materiału zastąpił moje myśli. Zdarł ze mnie bluzkę, przez co miałam na sobie jedynie dresowe spodnie i czarny stanik. Krzyk wyrwał się z moich ust. Przejechał ostrzem przez mój brzuch, a krew skapywała na zaschnięte plamy po Davonie. To był jego chory sposób na zadanie mi bólu. Nie fizyczny, ale psychiczny. Wiedziałam, że niedawno znajdował się tu mój brat. W identycznej sytuacji. 

Łzy potoczyły się po moich policzkach, co pokazało, jak bardzo moja niemoc bawiła Mulata. Zaczął się śmiać, a kiedy się uspokoił, przejechał ostrzem po moim prawym boku. Syknęłam, a ból rozrywał mnie od środka. Czułam, jakby moje tatuaże były wypalane ze skóry, jakby ktoś chciał je usunąć. Kolejny krzyk wypłynął do pomieszczenia, rozrywając moją psychikę na części. Czym sobie zasłużyłam na taką torturę? 

- Jesteś suką, słyszysz?! Jesteś pieprzonym problemem! 

Krzyk Mulata dotarł do mnie z opóźnieniem, jednak zabolało z tą samą siłą. Nigdy dobrze nie reagowałam na takie słowa, często zamykało mnie to, stawałam się przez takie zdania jeszcze bardziej oziębła, co nie służyło mi. Ale nie płakałam przez to. A teraz? Teraz czułam, jak bardzo moja twarz jest mokra. Zraniony policzek piekł niemiłosiernie, dostarczając mi jeszcze więcej bólu. Kiedy to się skończy?

- Masz tu siedzieć do usranej śmierci! 

Wyszedł. Zostawił mnie. Do usranej śmierci. 




Nie wiem, ile tak wisiałam. Może dzień, może dwa, może parę godzin... Nie miało to dla mnie znaczenia. Nie czułam już niczego. Nawet ból odszedł w zapomnienie. W pomieszczeniu panowała grobowa cisza, którą przerywał jedynie dźwięk spadających kropel krwi na ziemię. Cały czas krwawiłam, ale nie na tyle, by czuć jakieś osłabienie. Miałam zamknięte oczy, a włosy spadały mi na twarz. Już dawno mi to nie przeszkadzało. Bo czemu miałoby? Już nic się nie liczyło. 

Po pewnym czasie usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Ale nawet nie drgnęłam. Dopiero wtedy, gdy Malik uniósł moją twarz, ciągnąc za podbródek. Dopiero, gdy mnie uderzył. Cholera, nigdy mu się to nie znudzi? Zamiast jego twarzy ujrzałam kamerę. I latarkę. Światło raziło moje oczy, które mrużyłam. Usłyszałam dźwięk, który rozpoczynał nagrywanie, a ja nie wiedziałam po co to robi. W końcu, jedna kaseta wystarczy, prawda? Po co mojemu ojcu kolejna? Może nie zareagował na tą pierwszą, więc teraz czas na drugą? 

Malik zrobił cztery kroki w tył, po czym obszedł mnie dookoła, najwyraźniej pokazując wszystkie moje rany i ślady. A ja po prostu zwiesiłam swoją głowę, marząc o tym, by wyparować. Ale nie ma tak łatwo... 

- Patrz w kamerę! 
          
Kolejne uderzenie, tym razem w plecy. Czymś... długim, mocnym. Uderzył mnie pasem? Cholera, naprawdę? Nie mogło być bardziej efektownie, prawda? Kiedy podniosłam głowę, chłopak już stał przede mną, świecąc latarką. Prawie zamknęłam oczy. Prawie. Wiedziałam, że jeśli to zrobię, zaboli. I coś podpowiadało mi, że jeszcze bardziej niż uderzenie w plecy. Usłyszałam jego śmiech, a potem poczułam rozcięcie na boku, obok tego poprzedniego. Niespodziewany ból wstrząsnął moim ciałem, a jedna łza wydostała się zza powieki. Wiedziałam, że uchwycił ten moment na nagraniu, nadając mu dramatycznej chwili. Chociaż... Jakiego "dramatycznego"? Przecież jedna pieprzona łza nie jest dramatyczna, prawda? 

Wiecie co jest najgorsze w tym... wszystkim? Myślałam, że się zmieni, choć trochę. Że skoro przez chwilę był miły, to nie wrócimy do tych tortur. Ale myliłam się, jak zawsze. Jest jeszcze gorzej. Zabawne, prawda? Pamiętam, jak podczas jednej kłótni mój ojciec powiedział, że cały ból, który mu zadałam wróci z podwójną siłą. I wiecie co? Sprawdziło się. 

- Jesteś dziwką! 

Oryginalność na pierwszym miejscu? Myślałam, że wymyśli coś lepszego, naprawdę. Dzięki temu wyzwiska, które kierował w moją stronę, spłynęły, jakby były... niczym. Nie zostawiły żadnego śladu.  

Po jakiś pięciu kolejnych minutach odetchnęłam z ulgą, zwieszając głowę. Poszedł. Wyszedł, trzaskając drzwiami. Znowu zostawił mnie samą. Ale wiecie co? Teraz mnie to cieszyło. Miałam już spokój. No, przynajmniej na razie. Mogłam odpocząć, dać porwać się swoim żalom i piekącym ranom. Jednak najlepszy był sen. Tego pragnęłam najbardziej. To najszybciej przyszło. Sen z przemęczenia. 




Miałam wspaniały sen. Davon. Miałam jedenaście lat, on szesnaście. Śpiewał mi, jak co noc. Nie potrafiłam spać przez ciągłe koszmary, ale to zmieniało się, kiedy tylko przybiegał Davon, około trzeciej w nocy, by znowu ukołysać mnie do snu swoim zachrypniętym głosem. Powtarzał, że nic mi nie będzie, że on jest przy mnie, że mnie obroni przed wszystkim. A ja za każdym razem wierzyłam mu i zasypiałam z uśmiechem na twarzy, wiedząc, że zostanie tak długo, jak będzie trzeba. I zawsze budziłam się obok swojego brata, nie pamiętając żadnego koszmaru. Kochałam go za to. Za tę opiekę nade mną, nieważne było to, ile mieliśmy lat. Zawsze się mną opiekował, zawsze gwarantował mi bezpieczeństwo. Pewnie teraz myśli, że mnie zawiódł, ale ja nie mam takiego zdania. W końcu, skąd mógł wiedzieć, że coś może się ze mną stać? Tęskniłam za nim. Za tymi czarnymi włosami, które tylko ja mogłam dotykać i miętosić. Za stalowoniebieskimi oczami, które zawsze chciałam mieć. Za nielicznymi tatuażami, które oznaczały więcej, niż można pomyśleć. Za zachrypniętym głosem, prawiącym mi kazania. Za szerokimi ramionami, które dawały mi schronienie i bezpieczeństwo. Za ciepłem, które towarzyszyło mi w każdym momencie, kiedy tego potrzebowałam. Po prostu tęskniłam za swoim jedynym bratem. Co teraz robi? Zamartwia się o mnie? Wie, co wydarzyło się, kiedy on wisiał tu, gdzie ja? Chciałam znów go przytulić... 

Usłyszałam charakterystyczne skrzypienie drzwi, jednak nie zwróciłam na to uwagi. Dopiero, gdy usłyszałam głos Mulata podniosłam głowę.

- Obudź się. 

To oczywiste, że nie spałam, ale on chyba nie był tak bystry. Ciekawe po co przyszedł? Znowu zadać mi krzywdę? Lustrowałam każdy jego ruch, nie rozumiejąc powodu jego przybycia. 

- Będziesz miała towarzystwo - uśmiechnął się diabelsko i wyszedł. 

Jakie, do cholery, towarzystwo?




Od autorki: Na sam początek: przepraszam. Musieliście długo czekać na Dzień 7, ale miałam dużo na głowie. Poza tym, nie wiedziałam, jak zakończyć ten rozdział. Mało akcji. Jutro Mikołajki, cieszycie się? Ten rozdział to taki mały prezent ode mnie. Zwalczył mnie katar, dlatego dodaję dzisiaj, a nie jutro. Bo miałam dodać szóstego grudnia, ale... Dzisiaj urodziny chłopaka mojej siostry, więc wszyscy razem: Wszystkiego najlepszego, Szymon! Co z tego, że nie ma zielonego pojęcia o blogu, nie? Mimo wszystko, można być miłym :) Pamiętacie, jak poprzednio pisałam o nowym blogu? Założyłam go. Na razie nic na nim nie ma, bo walczę z ogólnym wyglądem strony, ale postaram się coś w najbliższym czasie dodać. Dodałam już bohaterów, więc jest tam już coś, tyle chociaż. Klikamy! Rozdział znowu krótki, przepraszam. Nie potrafię pisać dłuższych, bo mam tę historię rozplanowaną, a jak dodam o parę rzeczy za dużo to nie będzie tej ciekawości, prawda? No, komentujcie, elfy :]

15 komentarzy:

  1. Świetny <33 Już nie mogę się doczekać kolejnego. Mam nadzieję, że prędko dodasz ;)) http://wszyscy-popelniamy-bledy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko.. ;o
    Malik Ty niedobry!
    współczuję Shae tych wszystkich ran i cięć, brrr :<
    A miałam nadzieję,że Zayn się trochę zmienił ;c
    No cóż ciekawe, co za towarzystwo będzie miała Shae :>

    Pozdrawiam.
    @blue_eyes_9

    OdpowiedzUsuń
  3. O jezu! Genialne! I nie, nie jestem sadystką! xD Napisałam 'genialne', ponieważ dużo się dzieje i wgl twój styl pisania jest zarąbisty *-* Ciekawe jakie Shea będzie miała towarzystwo :O Może Davon? I wtedy ona będzie się wydzierać przez łzy, że on obiecał dać spokój jej bratu. I wtedy Malik powie jej, że jemu się nie ufa xD Albo ojciec Shea'y? :O Będzie związany i nieprzyptomny :O Boże, nwm xd Moja psychika daje o sobie znać xD

    Czekam na NN ;* Weenyyy <3333333333

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział! i rzeczywiście, długo musieliśmy na niego czekać, ale było warto :) Ja obstawiam że towarzystwem Sheay będzie jej przyjaciółka. Mam nadzieję, że niedługo dodasz kolejny, i się dowiemy. póki co, powodzenia w walce z katarem
    pozdrawiam Alexa :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nominuję Cię do Liebsten Awards :) Więcej informacji:
    http://anna-secrets-love-hate-dangers.blogspot.com/2013/12/libsten-awards.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudownie ♥ Znaczy, może to słowo nie brzmi najlepiej w kontekście rozdziału, biorąc pod uwagę, że główna bohaterka była przez cały czas torturowana, jednak to nie zmienia faktu, że rozdział wyszedł genialnie. Jak zawsze zresztą. Kochana moja, pisz, pisz i nie zatrzymuj się. Nie muszę chyba mówić (pisać), jak bardzo podziwiam Twoją pracę, prawda?
    Z niecierpliwością czekam więc na 'Dzień ósmy' i mam ogromną nadzieję, że pojawi się już niebawem. Ach! No i czekam również na pierwsze rozdziały na nowym blogu!

    Dużo weny, kochana!
    Buziaki! ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. wspaniały jak zawsze! twoja opowieść staje się coraz lepsza, zadziwiasz.
    Po za tym cieszę się też że masz wene, byle tak dalej, to talent.

    OdpowiedzUsuń
  8. jejku a ja się cieszyłam że Zayn zrobił się łagodniejszy a tu masz jeszcze gorszy niż na początku -,- jak on ja tak może męczyć... Ciekawe jakie bedzie miała towarzystwo =p już się nie mogę doczekać kolejnego dnia , kiedy go przewidujesz ? xD

    OdpowiedzUsuń
  9. Po szkole wracam do domu i pierwsze co robię padam z wykończenia na łóżko. Leże 2 godziny bez celu oparta o miękką poduszkę i zastanawiam się co robić... I tutaj moja poezja się kończy a pojawia się twoje opowiadanie. Czytam pierwszy rodział... Patrze 18:30... Wypadałoby chociaż troche udawać że trwa rok szkolny. Wieczór 22:30.. Przeczytam tylko drugi i ide spać. Naprawdę... Godzina 0:15 . Niesamowicie wczułam się w rolę. Mam wrażenie że ja też pośredniczę w bólu głównej bohaterki. Jesteś moją idolką. Nie zaczęłaś pisać opowieści " Poznałam Zayna na koncercie. Spędziłam cudowny dzień" NIE. To dlatego teraz zamiast w spokoju spać pisze komentarz jak debilka :-* Pisz i sprawiaj radość swoim talentem, bo uwierz... To jest dar :-D
    POZDRAWIAM! Vik.

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział jak zwykle świetny :D Ale Zayn zaczyna mnie powoli wkurwiać -,- Haha, powstaje pytanie: dopiero teraz ? xD Nie, ale w tym momencie mocno przecholował ! Shae zrobiła to co jej kazał, potem opanowała ją fala goryczy, to przecież jasne, mógł się tego spodziewać. Ale nie, bezwzględny Malik musiał wtrącić ją do jakiejś piwnicy, bo rano nie podniecała się jego widokiem ! A już próbował być czuły... I najprawdopodobniej Davon z powrotem trafi to tej brudnej celi >.< Czyli wszystko poszło na marne. Lecę czytać kolejny ;* Nie mam pojęcia co wykombinowałaś ^^
    M.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pierwszy blog na którym członek popowego zespołu, jest "niegrzeczny". Niesamowicie mi się to podoba. Nie licząc tego że wstawiłaś moją ulubioną piosenkę oraz tego że Kobieta która widnieje w zakończeniu każdego posta jest piękna. Dziękuję za to ;3

    OdpowiedzUsuń
  12. A tak się super już zapowiadało, myślałam że złagodnieje. Super rozdział !

    OdpowiedzUsuń